wtorek, 30 października 2012

02. Blue Road


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Podpisałam wraz z Melanie papiery, podziękowałyśmy pani Smith i ruszyłyśmy na piętro.Wybrałam pokój prawie na przeciwko schodów prowadzących na parter domu. Po przekroczeniu moich czterech kątów zobaczyłam fioletowe ściany. Szafa była postawiona koło łóżka po lewej stronie wchodząc do pokoju. Okna, duże, lśniące, jakby dopiero były polerowane. Widok z nich zapierał dech w piersiach. Spojrzałam na łóżko, duże cztery poduszki w czarne wzory kwiatowe i szarą pościel. Podeszłam i upadłam, zapadając się w miękką kołdrę pachnącą lawendą.
-Mhmmm -wymruczałam zadowolona. Melanie wpadła do mojego pokoju z torbą.
-Cassie, masz -rzuciła we mnie pakunkiem. Westchnełam, prostując się.
-Dzięki Mel ,że przyniosłaś  moje rzeczy -uśmiechnełam się. Co z moją perkusją?, wniosłaś ją do mieszkania? -dopytywałam się siadając po turecku.
-Nie, zostawiłam ją w przyczepie -odparła i wyszła z pokoju. 
Usłyszałam tylko jak mówi coś ,że będzie w swoim pokoju i żebym nie wchodziła do jej pokoju.
-Okej - wymruczałam.


Zaczęłam wyciągać rzeczy z torby. Otworzyłam dębową szafę, było tam mnóstwo miejsca. Wszystkie ubrania posortowałam: krótki/długi rękawek, swetry, rurki, skórę...Myślałam ,że nie upchnę tyle rzeczy do szafy ,lecz zmieściłam.

-Uf, to już ostatnia bluzka -otarłam pot z czoła. 

Wstałam i wyszłam z pokoju, ruszyłam prosto w stronę mojej perkusji. Wpierw przyniosłam talerzę, póżniej bębny...

-Boże jaki to ciężkie!-jękłam.  
Przeniosłam kolejną część perkusji.
-Jeszcze podwójna stopa, pałki, kluczę i koniec! Tylko trzeba to jeszcze skręcić- jękłam

Poszłam do kuchni, nalałam sobie soku pomarańczowego i ruszyłam skręcać Little Black. Mineło 20 minut u L.B byłą cała.

-Nareszcie- powiedziałam i opadłam na łóżko ze szczerym uśmiechem.






-Gates!- krzyknął Johnny. To ma być próba? Rozumiesz tego słowa znaczenia?- spojrzał na przyjaciela. Mamy grać "nasze" kawałki a nie Black Sabbath
-Okeeej!- machnął ręką
-Za tydzień mamy koncert ,ciole! -wydarł się
-Nie drzyj mordy, gnomie! -jęknął Rev
-Trzeba było tyle nie pić -zarechotał Matt
-Ty tak nie mądruj -prychnął Zacky ,nastrajając swoją gitarę akustyczną.
-Teraz moje pijaczki zagramy "Dear God" -powiedział Mat, biorąc do ręki mikrofon.
Zabrzmiał zmysłowa gitara akustyczna, delikatny głos Shadowsa, perkusja i bas, wszystkie instrumenty zlewały się w jedną magiczną melodię. Chłopaki uwielbiali takie chwilę, gdy na próbach po popijawach  mogli odetchnąć i zagrać delikatne melodie z nutką silnego głosu mężczyzny w okularach.
-Pięknie -powiedział Sanders. To na dziś skończyliśmy.
Zabrzmiał teraz telefon, można było usłyszeć teraz GNR Welcome to the jungle.

To mój ryknął o poleciał odebrać telefon.

Wytatuowani mężczyźni odłożyli instrumenty na swoje miejsce i ruszyli do wyjścia. Było już koło 18;00.

-Idziemy się napić? -zapytał Zacky

-Ja nie, Valary na mnie czeka w domu
-Val ma cię pod pantoflem -zarechotał Jimmy, dostał teraz w ramie.
-Auuuuu -jęknął. Przepraszam Shadowśu- przytulił przyjaciela i pogłaskał do po głowie.
Gates, Zacky, Johnny , którzy oglądali tą scenę rykli śmiechem.
-Dość tej czułości Jimmy -odparł Sanders odsuwając od siebie przyjaciela
-Już mnie nie kochasz?!?- ryknął zrozpaczony Jimmy. Było między nami tak pięknie a ty mnie od tak odpychasz? -jęknął
Brian podszedł do Rev'a i przytulił go.
Masz mnie, Shadows nie jest ciebie wart! - powiedział patrząc na Matt'a wtulając się w przyjaciela.
-No właśnie! Idź do swojej Valary! -odparł
Zapadł cisza i wszyscy rykneli śmiechem. Johnny leżał na ziemi i śmiał się. Każdy zwijał się ze śmiechu na różny sposób. Wyglądali jak siedmiolatki, które zrobiły kawał nauczycielce.
-Pojebusy -stwierdził Matt
-Kocham was -ryknął James
-Zbiorowy uścisk -krzyknął Zacky
-Ale dlaczego ja mam być w środku?- jęknął Johnny. Duszę się!Świry!Nie mogę oddychać!
Kolejny wybuch śmiechu, wypuścili Christa z "niedźwiedziego" uścisku.
-Dziękuję -odparł gnom
Rozdzwonił się znowu telefon Shadow'sa, spojrzał na przyjaciół.
-Sorry chłopaki, ja muszę...
-Spoko, leć do Valary! -wymruczał Rev
-Dzięki -odparł i pędem wyszedł z sali prób.
Znowu cisza, wymienianie spojrzeń jak na dzikim zachodzie.
-Idziemy do Blue Road? - zapytał Gates
-Yeahhhhh!!!- ryknął James




Dochodziła już dziewiętnasta. Słyszałam jak Melanie łazi w swoim pokoju w te i  z powrotem. Wyszłam ze swojego pokoju zeszłam ze schodów na parter i ruszyłam w stronę kuchni. Właśnie sięgałam do lodówki po jedzenie, gdy ktoś zamknął mi lodówkę przed nosem.
-Ej, co ty robisz?, nawet człowiek w tych czasach nie może wyciągnąć czegoś z lodówki... -westchnełam
-Idziemy się napić -powiedział z uśmiechem. Trzeba uczcić to ,że kupiłyśmy dom i zjesz coś na mieście Cassie - uśmiechneła się.
-Trzeba było mówić tak od razu Mel -powiedziałam
-Tylko ubiorę inną bluzkę i wychodzimy -odparła
-Dobra, to ja już czekam na ciebie.
Melanie ubrana była w granatowe rurki ,żółtą koszulkę ubrała czarne szpilki i czarną kurtkę. Ja byłam ubrana w czarne rurki ,koszulkę z nadrukiem mojego ukochanego band'u Pantery, czarne poszarpane trampki i czarną skórę. Zamknęliśmy dom na klucz i ruszyłyśmy na podbój Huntington Beach. Przemierzałyśmy ulicę rozświetlone przez samochodowe reflektory. Zobaczyłam sklep muzyczny.
-Melanie, chodź wstąpimy do muzycznego, muszę kupić pałki. -powiedziałam
-Okej- odparła
Weszłyśmy do sklepu, wokół pełno instrumentów. Za kasą stał mężczyzna koło trzydzieski, czytał gazetę. Podeszłam do lady z przyjaciółką.
-Przepraszam czy można tutaj kupić pałki z firmy Vater? - zapytałam uprzejmie
Mężczyzna odłożył gazetę i spojrzał na moją koszulkę, później w moje zielone oczy.
-Tak mamy -odparł. 
Podał mi parę nowych pałeczek.
-dwadzieścia dolców poproszę, lecz dla pani rabat 50% i dziesięc dolarów poproszę -powiedział.
Wyciągnęłam z kieszeni pieniądze i podziękowałam za rabat z uśmiechem na ustach.
-Do widzenia -powiedziałam z Mel. 
Dzierżyłam teraz w dłoni siódmy cud świata. Były bardzo wygodne w dłoni, idealnie pasowały. Szłyśmy z Mel gadając o pierdołach. Spojrzałam w prawo i zobaczyłam dwadzieścia metrów przed nami napis "Blue Road".
-Wstąpimy do tego klubu Cassie? -zapytała

-Czytasz mi w myślach cyganko - zaśmiałam się

Po przekroczeniu progu, można było stwierdzić, że warto było tutaj zajrzeć. Wokół dużo ludzi ,ale nie tylu ,aby nie można było przejść z jednej do drugiej części sali. Wystrój był nowoczesny z nutką lat 80 i 90. Podeszłyśmy do baru.

-Mel, co zamawiasz? -zapytałam

-Jakiegoś drinka a ty?
-Danielsa -odparłam
Melanie zamówiła swojego drinka, miała go teraz w dłoni i szła do zaciemnionego stolika.
-Poproszę całą butelkę Jack'a Daniels'a i szklankę -powiedziałam
-Proszę, proszę pierwsze widzę, żeby tutaj kobieta kupiła całą butelkę takiego pysznego trunku -zaśmiał się. I podał mi whisky.
-Napój bogów -odparłam i ruszyłam do stolika.
 Dosiadłam się do Mel, otworzyłam Jack'a i nalałam sobie do połowy szklanki, upiłam łyk i czułam się jak w niebie. Zaczeliśmy rozmawiać o wnętrzu klubu, widziałam ,że Mel miała ochotę dzisiaj na Polską wódkę. Ruszyłam w stronę baru.
-Poproszę litr czystej, litr jack'a daniel'sa, pepsi i szklankę, dziękuję - powiedziałam
W drodze powrotnej mój wzrok napotkał czwórkę wytatuowanych mężczyzn. Wszyscy spojrzeli na mnie, czułam się nie swojo. Ruszyłam szybkim krokiem w stronę Melanie. Położyłam trunki. Rozmawiałyśmy i piłyśmy. Cała piątka usiadła stolik dalej.
-Cassie, idę na parkiet -rykła przyjaciółka ze szklanką wódki.
Wtedy spojrzała cała piątką na Mel. Podeszłam do niej wypiłam jej wódkę.
-Teraz możesz balować, szkoda by było wódki -uśmiechnełam się.
Melanie popatrzała na mnie zdziwiona. Ruszyła na parkiet i w mgnieniu oka tańczyła z facetami. Usiadłam wygodnie na kanapie obitą czerwoną skórą. Nalałam sobie Daniels'a i zatraciłam się w boskim smaku. Zobaczyłam jak wraca Mel.
-Idę zagrać sobie w bilarda -powiedziałam



-Chłopaki patrzcie to nie ta dziewczyna o której mówił ten gówiarz? -wskazał palcem zalany Johnny
Szła właśnie w stronę stołu do gry w bilarda. Zagadała do jakiś kolesi i dołączyła się do gry. Zacky ruszyła na parkiet a Jimmy i Gates poszli zagrać w bilarda. Nie spieszyło im się. Usiedli blisko stołu i obserwowali kobietę w koszulce z Panterą.
-Jak ona mogła wygrać? -zapytał jeden gość
-Poproszę obiecaną butelkę Jack'a Daniels'a -rykła dziewczyna pokazując pustą szklankę.
Jimmy uśmiechnął się pod nosem. Jakiś gość w skórze podał dziewczynie butelkę.
-To była przyjemność grać z tobą -ukłonił się. 
Dziewczyna zrobiła to samo i zaśmiała się uroczo. Ruszyła w stronę stolika i położyła butelkę na stoliku gdzie siedziała jej przyjaciółka. Poszła do toalety. James rozmawiał na temat nieznajomej z przyjacielem. Po jakiś 20 minutach zorientował się ,że dziewczyna siedzi w toalecie za długo, miał złe przeczucie.
-Gates idę coś sprawdzić, zaraz przyjdę -powiedział poważnym głosem
-Dobra, ja idę już do chłopaków -wstał i poszedł chwiejnym krokiem.
Czuł się dziwnie. Idąc do toalety usłyszał krzyk dziewczyny. Otworzył pośpiesznie drzwi, zobaczył jak przed kabiną toalety mężczyzna dobiera się do kobiety, która miała t-shirt z Pantery. Jimmy wpadł w szał. Odepchnął bydlaka od kobiety. Uderzył go wpierw w twarz, był totalnie zalany. Momentalnie odskoczył od niego i przykucął przy kobiecie, miała rozszarpaną tak piękną koszulkę. Spojrzała na niego, widział w jej wielkich zielonych oczach ostach, przerażenie i wstyd.
-Już wszystko dobrze -powiedział czułym głosem.
Ściągnął swoją koszulkę i założył dziewczynie. Momentalnie się do niego przytuliła i chlipneła.
-Dziękuję -powiedziała. Gdyby nie ty, nie wiem coby się ze mną stało. Wtuliła się w Rev'a jeszcze mocniej po tych słowach.
-Już wszystko dobrze -uspokajał ją, odchylając się w przód i w tył.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem suko -wysyczał mężczyzna ,który dobierał się do Cassie
Jimmy wstał i kopnął bydlaka w kroczę i w brzuch, przybliżył się do niego i wziął za kołnierz.
-Nigdy, nie nazywał jej "Suką" pierdolony skurwielu! -krzynął i uderzył go w twarz, wpadł w dziką furię.
-Przestań!, już wystarczy -krzyczała
Jimmy nie słyszał, dziewczyna widząc to przytuliła się do jego pleców, zaczeła płakać.
-Proszę przestań -chlipneła. 
-Jeśli jeszcze mocniej go obijesz będziesz miał problemy -powiedziała
Rev opuścił faceta na ziemie i odwrócił się do dziewczyny przytulając ją do swojego ciała.
-Dziękuję -wyszeptała wpatrując mu się w oczy.
-Jestem Jimmy -powiedział poprawiając dziewczynie włosy
-Cassie Mason, miło mi Ciebie poznać -uśmiechneła się
Od razu zrobiło mu się ciepło na sercu ,gdy usłyszał jej głos...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak podobało wam się?

poniedziałek, 29 października 2012

01. House


No nadszedł ten dzień obiecany, dodałam pierwszy odcinek. Z dedykacją dla FuckinBlack ,która oczekuje na ten odcinek od dawien dawna ^^. Dla Hope, wasp 247, Joanna Gates,adrienne, bromptoncoctail bez was mój blog by nigdy nie zaistniał. Kocham was <33 ;*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~






Wszystko zmieniło się ,gdy wyjechała z rodzinnego miasta.Przemierzała  teraz ulice Huntington Beach , od zawsze marzyła o tym ,aby tu zamieszkać. Budzić się przy śpiewie ptaków, uderzającym fal o brzeg morza, to wszystko mogła teraz spełnić ze swoją najlepszą przyjaciółką Mel. 


Słońce perfidnie wkradało się do moich zielonych oczu ,nawet przez oprawę ciemnych okularów przeciwsłonecznych. Zauważyłam parę zakochanych ,która się obściskiwała na plaży. Od razu przeniosłam 
wzrok na napis "Ice Cream", mniam. Zaciągnełam Melanie do lodziarni i zamówiłyśmy dwa pucharki lodów i kawy czarnej jak ...węgiel. Usiadłyśmy do stolika z dwoma krzesłami z zielonym obiciem, serwet był w niebieską kratę. Cały lokal z zewnątrz wydawał się nieskazitelnie biały, lecz to tylko pozory. W środku był wielki tłok, pracownice były całe spocone i ubrudzone gdzieniegdzie śmietaną i polewą truskawkową i chyba czekoladową...Z moich obserwacji wyrwał  mnie pewien znajomy głos.
-Mamy do wydania 200 tysięcy dolców, musimy kupić dom, bo ja już 
nie wytrzymam Cassie!- wytłumaczyła mi dobitnie i zabrała się do jedzenia swoich waniliowych lodów z polewą truskawkową.
To był głos długonogiej przyjaciółki.
-Dobra, dobra. Pierwsze to chcę zjeść tę pyszne lody czekoladowe z kawałkami czekolady z polewą czekoladodą i bitą śmietaną! 
-To ma tyle kalorii
-Pychota!! Chcesz spróbować moich wybitnych kalorii?- przyłożyłam łyżeczkę do przyjaciółki ust
-Przestań ,ludzie się patrzą. 
-Nie to nie, twoja strata -pokazałam język. A jeśli chodzi o dom, to masz rację ,musimy coś kupić. Ja już nie mam ochoty budzić się cała połamana ,nie wytrzymam w tym naszym samochodzie ani minuty dłużej. -przełknęłam kolejną łyżeczkę słodkości.
-Przynajmniej w tym się razem zgadzamy ,metalu. Westchnełam, miałam teraz ochotę położyć się w wygodnym łóżeczku i zasnąć, tego teraz potrzebował najbardziej mój organizm.
-Cassie popatrz jacy faceci- powiedziała rozmarzonym głosem i wskazała palcem na troje chłopaków idących w naszą stronę. Oni tu idą- pisneła
-Melanie przecież to na pierwszy rzut oka widać ,że to nie są "Faceci" tylko "chłopcy", pewnie chodzi im tylko o to ,aby cię przelecieć i pochwalić się swoim kolegą jacy oni to wyrywają "laski".
-Nie dramatyzuj -jękneła.
Odwróciłam się do tyłu i zauważyłam ,że ta trójka usiadła jeden stolik za nami. Jeden z nich był ubrany w żółte hawajki, miał blond włosy i brązowe oczy, kolejny miał czerwone hawajki i brązowe włosy, ostatni 
zaś miał zielone hawajki i rude włosy.
-Popatrz za mnie, twoi kochasie zasiadli stolik z tyłu.- powiedziałam obojętnie i wróciłam do pochłaniania lodów.-Boscy, a w dodatku te klaty- pisnełą z zadowolenia
-Co ty w nich widzisz? Przecież oni wyglądają jak teletubisie!, tylko telewizorków brakuje-upiłam łyk mojej letniej kawy. 
Melanie ,jakby mogła zabiłaby mnie teraz wzrokiem. Podniosłam ręce w geście obrony.

-Mel idę do toalety.
-Okej. 
Wstałam, poprawiłam swoją koszulkę Pantery i ruszyłam w stronę drzwi ze znaczkiem koła. Pominełam stolik z tą nieszczęsną trójką ,która mi się nie podobała... Otworzyłam drzwi toalety, było czysto. Umyłam ręce i przemyłam twarz zimną jak lód wodą. Spojrzałam na samą siebie.
-Nie pasuję do tej okolicy -wyszeptałam. Wytarłam ręce i wyszłam z pomieszczenia. Otworzyłam drzwi i od razu spojrzałam na stolik gdzie siedziała Melanie. Byli tam...
-Ale jesteś zabawna Melaśu -powiedział brunet szczerząc się jakby zobaczył gwiazdę porno. 
Usłyszałam jak ci "faceci" mówią zbyt zdrobniale do Melanie, zbierało mi się na wymioty. Dosiadłam się do grona i nie odzywając się ani słówkiem zabrałam się do pałaszowania pysznych lodów.
-Dlaczego laleczko się nie przedstawisz
Spojrzałam na rudego ,aż się we mnie zagotowało ,gdy usłyszałam "laleczko". 
-Nie jestem przedmiotem -burknełam pod nosem
-oooOOO Grasz niedostępną, to mi się podoba-odparł rudy. Przybliżył się do mnie ,lecz ja się odsnełam
-Koteczku, nie bądź taka -wymruczał
-Jak jeszcze raz tak do mnie powiesz to nie wiem co się z tobą stanie -wycedziłam przez zęby zła jak diabeł oblany wodą święconą.
Spojrzał na mnie, chwycił mnie mocno za ręce. To samo zrobili "faceci" Melanie.
-To boli -jękneła Mel
-Milcz, bo inaczej będzię bardziej boleć smarkulo
-Nie mów tak do mojej przyjaciółki! -krzyknełam, wyszarpałam się rudemu dałam mu mocnego kopniaka w kroczę i uderzyłam prosto w piszczel brunetowi, trzeci ,gdy zobaczył co się stało z jego kolegami, uciekł. Tchórz- pomyślałam
-Ty kurwo -wycedził wściekły
Podeszłam do chłopaka zabrałam go za fraki, widziałam w jego oczach wstyd i złość. Przybliżyłam jego twarz do swojej, dzieliło nas tylko siedem centymetrów.
-Jeśli jeszcze raz powiesz do mnie lub do Melanie kurwo lub użyjesz innych wyzwisk dostaniesz mocniej w ryj, rozumiesz?
-Suka -wysyczał. Kopłam go w brzuch, podniosłam go ponownie.
-Zrozumiało sukinsynu?
-Cassie, przestań.
-Nie, dopóki Ciebie nie przeprosi, niech nauczy się trochę kultury. -odparłam stanowczo.
-Pizda, nigdy nie będę przepraszał takiej wywłoki- splunął na Mel
-Ty skur... Uderzyłam z całej siły w twarz, z jego ust wyprysła krew.
Melanie spojrzała na mnie ze spółczuciem.
-Cassie, znikamy stąd
Podeszłam do "faceta", wziełam go za fraki, spojrzałam mu prosto w oczy.
-Dziś masz szczęście, ale na przyszłość uważaj jak się wyrażasz.
Wstałam, odwróciłam się plecami do leżących. Zapłaciłyśmy za lody i wyszłyśmy.Przez dłuższą chwilę szłyśmy w ciszy. Wokół było dużo kwiatów, palmy wyrastały obok drogi. Samochody spieszyły się ,jakby 
gdzieś się paliło. Słońce dziś nie dawało za wygraną, czego skutkiem było morze obładowane dziećmi, kobietami i mężczyznami, gdzieniegdzie kąpały się zwierzęta.Mel wyglądała na zmartwioną sytuacją ,która miała miejsce. Przytuliłam ją, ta oparła się o mnie, szłyśmy tak dłuższą chwilę.
-Wszytko już dobrze, żaden nie będzie Ciebie wyzywał. Nie pozwolę na to- powiedziałam patrząc się przyjaciółce prosto w oczy.
-Dziękuję. -odparła, i mocniej się do mnie przytuliła.




Przemierzali właśnie miasto ,ale coś przykuło ich uwagę. 
-Chodźcie zobaczyć co się stało chłopaki- powiedział wysoki mężczyzna z kapeluszem na głowie.
-W mojej ulubionej lodziarni coś się stało?- jęknął Jimmy 
Zobaczyli przewrócone krzesła i stolik, obok leżeli dwaj faceci koło dwudziestudwóch lat.
-Ej, patrzcie to są przecież "bracia palmy" leżą na podłodze -Johny odparł
-Kto was tak obił chłopaki?
Żaden z nich się nie odezwał. Jeden z nich siedział na krześle i trzymał się nogi. Rudy zaś nadal leżał na podłodze i trzymał się za kroczę. Piątka wytatuowanych przyjaciół staneła nad braćmi
-Kto was tak użądził? -dopytywał się Mat
-Jakaś laska w koszulce Pantery ich tak użądziła, była z przyjaciółką -wykrzyknął nastoletni chłopiec w czapce bejsbolowej
-Zamknij się -warknął
-Więc laska cię tak urządziła?Hahahah was obu?W tym momencie cała piątka wybuchła opentańczym śmiechem.
-Dziewczyna która słucha Pantery -wyszeptał z uśmiechem do siebie Jimmy






-Ja chcę mieć pokój z mega pięknym balkonem!- wykrzykneła Melanie

-Nie podniecaj się tak bo jeszcze nie obejrzałyśmy żadnego domu. A w dodatku...
W tym momencie zadzwonił telefon w biało-niebieskiej torebce. Mel wyjeła biały telefon i odebrała połączenie.Wokół było pięknie, roześmiani ludzie, ćwierkające ptaki, cisza, po prostu cudownie. Może 
to tylko mój sen? Uszczypłam się w moje blade ramie. 
-Auć, to nie sen -uśmiechnęłam się pod nosem.
 Mel przez dłuższą chwilę rozmawiała, przytakująć osobie po drugiej stronie słuchawki. Rozłączyła się ,odwróciła się w moją stronę i wyszczerzyła swoje ząbki układając wielki uśmiech nie kryjący zadowolenia.

-Słuchaj, więc przed chwilą dzwoniła do mnie pani Smith.
-To ta staruszka z oczojebnym żółtym pasemkiem na czarnej grzywce?- zapytałam krztusząc się ze śmiechu. Wokół przechodzący.ludzie patrzyli na mnie ,jakby coś mnie opętało.
-Tak, to ta oryginalna kobieta - uśmiechneła się. Więc...
-No mów! Nie trzymaj mnie w tym okropnym napięciu - wykrztusiłam
-Zadzwoniła do mnie czy nie chciałybyśmy się już dzisiaj wprowadzić do domu, oczywiście jeśli dziś zapłacimy gotówką.
-Ten dom był w najlepszym stanie ,które oglądałyśmy. Jest przestronny, w miejscu gdzie nie jest strasznie ruchliwa droga.- uśmiechnełam się
-To jak kupujemy ten dom Cassie?
-Chodźmy do pani Smith
Po dwudziesto minutowym spacerku doszłyśmy do piętrowego domu. Wokół było dużo kwiatów, czuć było zapach dopiero skoszonej zielonej trawy. Dom było pomalowany na beżowo, ciemno brązowy dach i 
komin z czerwonej cegły. Na ganku czekała na nas pani Smith w spódnicy w zieloną kratę i czarny sweterek, była w podeszłym wieku.Pomachała do nas swoją serdeczną dłonią.
-Dzieńdobry pani Smith- powiedziałyśmy obie z szerokim uśmiechem
-Cześć dziewczyny, zdecydowałyście się na kupno domu? -zapytała
-Chciałybyśmy jeszcze raz obejrzeć dom- powieziała Melania
Weszłyśmy do mieszkania, po prawej przestronna kuchnia, ściany koloru żółtego, na przeciwko obszerny salon. Na piętrze dwie sypialnie i dwa pokoje gościnne, osobno piękna błękitna łazienka.
Popatrzałam na Melanie. Widziałam ,że bardzo chcę się wprowadzić do tego mieszkania. Zeszłyśmy na parter do pani Smith. Stała przy oknie wpatrując się w dzieci bawiące się na podwórku.
-Co postanowiłyście dziewczęta?
Popatrzałam na wyczekującą minę Mel.
-Od dziś to nasz dom ,pani Smith poproszę o papiery.- powiedziałam zdecydowanie
-Cassie! ja biorę sypialnie po lewej stronie.-krzykła entuzjastycznie. 
-Wariatka- odparłam



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podobał się wam odcinek? Wiem ,że jeszcze daleko do Joanny ;)
Nie bijcie mnie! Wiem ,że jak "na razie" mało sevenfoldów ,ale to dopiero pierwszy odcinek!;D
Jeśli są jakieś błędy, to nie wspominajcie o nich :P
Wiem ,że jest krótki odcinek ,ale przeżyjecie :D