~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Każda uliczka była umalowana zachodzącym już słońcem. Ludzie uciekali do swych ciepłych domów przed okrutną pustoszącą ulicę, nocą... Całe towarzystwo ucichło. Tę ciszę rozrywały dźwięki mojego ukochanego zespołu Pantera. Dźwięki zmysłowych gitar prawie mnie u spały...
No one knows what's done id done
it's as if he were dead
He ass hollow as i alone
a shed of my friend just flesh bones
there's no sul he sees no love
i shake my fists at skies above
mad at god
it's as if he were dead
He ass hollow as i alone
a shed of my friend just flesh bones
there's no sul he sees no love
i shake my fists at skies above
mad at god
Poczułam na moim zimnym jak lód policzku pojedynczą łzę, która przemierzała beztrosko zmierzając na drogą sukienkę. Wspomnienia wróciły. Każdy cholerny uśmiech, śmiech, zdarzenie! Ratując sytuację rozbrzmiał teraz Slayer! Raining Blood. Kocham i ubóstwiam ten zespół! Pamiętam jak byłam na ich koncercie i akurat zostałam wybrana, żeby zagrać na jakimś instrumencie przez zwykły przypadek...
,,-No to kto z was chciałby zagrać z nami? -wydarł się Tom.
Rozbrzmiał teraz dziki krzyk całego tłumu wiernych fanów strych i młodych, frajerów i cwaniaków. Pogo nadal rozbrzmiewało na środku sali, nawet bez dźwięku, melodyjnych i ostrych riffów, stopy perkusji, ważne było to co jest "tu i teraz, reszta nie ma sensu" ulubiony zespół dawał tą satysfakcję i nietykalność. Zaszczyt, że można być w tej samej sali co wspaniali ludzie, ich nie można porównywać do ludzi -bóstwo- to najlepsze określenie.
Rozglądałam się dookoła przyglądając się małolatą. Jedna z nich troszkę grubsza. No nie czarujmy się, była gruba jak słoń, sadło rozlewało się jak cholera na wszystkie strony. Ściągała teraz koszulkę i rzuciła stanik. Do teraz mam uraz. Haha nie trafiła w żadnego z członków zespołów. Stanik upadł dwa lub trzy metry przed nią, miałam taką pompę z tego wyczynu. Nie mam nic do otyłych ludzi, lecz jak wypiło się "troszkę" w samotności... Chciałam się urwać od tej rzeczywistości. Pieprzony Książkę Dupków Jimmy! Znalazł sobie pannę Barbie i się lansuję. Ta suka rozkochała go w sobie i zdradza! Widziałam to, ale Sullivan mi nie wierzy, powiedział mi: "Cassie, przestań! Mam tego dosyć! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale się myliłem. Alice jest dla mnie wszystkim. Kocham ją! Nic nie mów Cassie proszę wyjdź... nie wracaj, proszę" Zamknął mi przed nosem drzwi, świnia! Po cholerę o nim myślę? Jestem teraz na koncercie Slayer'a! Jak jeszcze mieszkałam w Polsce, darłam gardło "Slayer Kurwa!!!" Kolega z dawnych lat zrobił mi kiedyś zdjęcie jak się drę. Piękne czasy. Ze wspomnień wyrwał mnie głos dochodzący ze sceny.
-To kto by chciał zagrać z Nami? -powiedział Araya rozglądając się wokół sali, patrząc na las rąk, jak z jakiegoś horroru o zombie. -Chłopaki kogo wybrać? Jest w cholerę chętnych! -odparł i spojrzał do tyłu.
Pod wpływem nacisku pogo barierki nie wytrzymały i upadłam pod samiutką sceną.
-No to może ta urocza piękność nam coś zagra?
Nie mogłam zaprotestować, dwa "Koksy" złapali mnie za ramiona i przerzucili na scenę. Czułam się jak jakiś Batman! Spiderman! Superbohater, który leci w przestworzach z taką lekkością, nieuchwytnością. To było piękne uczucie. Podniosłam wzrok, napotkałam oczy wokalisty Tom'a.
-Jak masz na imię? -zapytał przystawiając mikrofon do mych ust.
-Cassie. -odparłam
-Na czym chciałabyś zagrać?
-Perkusja
Fala okrzyków, Zazdrosne głosy oderwały się rykiem.
-To idź do Dave'a on tam cię poinformuję co i jak. -powiedział wskazując mi jego przyjaciela
-Okej.
Przywitałam się z każdym. Podawali ręce z takim wielkim malowniczym uśmiechem, pewnie wyćwiczony. Dave podał mi pałki. Pokazywał mi perkusję mówiąc gdzie jest stopa, co to jest werbel...
-Stop Dave. -powiedziałam a on spojrzał na mnie jak na świra. -Umiem grać na perkusji, wiem co to werbel. -powiedziałam lekko zdenerwowana.
-Po prostu wiele osób nie wie co i jak. Pchają się jak jakieś pojebusy na scenę. Nie umieją grać, a moja cudna perkusja nie może tego znieść. -pogłaskał instrument z troską.
-Rozumiem Dave, daj pałki. -powiedziałam zasiadając przy perkusji.
-Trzymaj
Zabrałam pałki i wypróbowałam perkusję. Wielki speed stopami, bębny, werble, czułam się w swoim żywiole.
-Widzę, że moja piękność jest w dobrych rękach.
-Zagramy dla was moi zajebiści fani "Raining Bloooooooooooooooooood!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!"
Rozbrzmiały wszystkie instrumenty. Gitary idealnie współgrały z głosem Tom'a i moją grą na perkusji czcigodnego Dave'a. Nie zauważyłam jak szybko minęła ta piosenka i partia perkusyja.
-Widzicie sami, że Cassie dobrze. Nawet cholernie zajebiście dobrze idzie. -powiedział Jeff
-Może damy naszej nowej przyjaciółce zagrać kolejny utwór. -ryknął w mikrofon Dave
-Uwaga! Uwaga! Nasz Dave proponuję, aby nasza "nowa" przyjaciółka zagrała na jego nietykalnej perkusji!!! -ryknął Jeff
-Spadaj. -powiedział Lombardo pokazując środkowy palec. -Taka piękność a w dodatku cholernie utalentowana Zawsze może grać na mojej perkusji. -odparł wskazując palcem na mnie.
-Jeśli nasza Cassie nie ma nic przeciwko. -powiedział King
Cały zespół odwrócił się w moją stronę, cały tłum dzikich fanów zaczął wykrzykiwać "Cassie", "Cassie", "Cassie" Tom podszedł do mikrofon i razem z tłumem wykrzykiwał moje imię.
-Nie mam wyboru chłopaki.- ryknęłam
-No to zaczynamy!!!!!
-Sounth of Heaveeeeeeen. -krzyknęłam do mikrofonu na co chłopaki odwrócili się i uśmiechnęli.
Pewnie nie spodziewali się, że znam kolejną piosenka, ich wzrok był pełen zdziwienia i podziwu. Ja tylko przeczytałam tytuł piosenki zmieszczonej na kartce Dave'a. Czułam się jak ryba w wodzie zasiadając za perkusją mając w swoich bladych łapkach drewniane pałki. Uderzając wprawiałam moją pikawę w zawrotne tempo. Cały organizm szalał jak dziki pies rozrywający koty na kawały. Końcowa solówka i ma perkusja dopełniły czarną msze. To jest mój najlepszy dzień w życiu! dzięki temu rozszalałemu pogo i rozwalonej barierce! Odstawiłam pałki na miejsce i uśmiechnęłam się sama do siebie, na tą małą chwileczkę, byłam sobą..."
-No to jesteśmy już na miejscu.- powiedział Johnny parkując sto metrów przed klubem Blue Road.
-Czas zacząć imprezę!. -ryknął szczęśliwy Zacky wychodząc z auta.
-Cassie, chodź. -odparł Gates chwytając mnie za przegub
-Brian, co ci się tak śpieszy? -spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
-Zaraz przyjdziemy chłopaki. -powiedziała Melanie całując między słowami namiętnie swojego gnoma.
-Trzymam za słowo piękna.
Przyjaciółka przesiadła się do tyłu usiadła koło mnie. Położyła swoją dłoń na mojej i spojrzała na mnie z wielką troską malującą się w jej niebieskich ciekawskich oczach.
-To co zdarzyło się kiedyś w tym klubie, już nie będzie miało miejsca Cassie.
-Skąd wiesz?
-Cass...- nie zdążyła dopowiedzieć, przerwałam jej.
-Mam teraz na sobie sukienkę i szpilki, nie czuję się dobrze. Boję się, że każdy będzie mnie wytykać palcami, że jak ja to nie chodzę... -spuściłam głowę
-Hej piękna. -powiedziała unosząc mój podbródek na wysokość jej oczu. -Uwierz w siebie Cassie, jesteś piękną kobietą z wielkimi atutami, które nie powinnaś skrywać pod tymi szmatami.
-To nie szmaty Melanie! -powiedziałam zdenerwowana
-No dobrze. Teraz pójdziesz do tego klubu i będziesz się dobrze bawić!
-W twoim cieniu. -mruknęłam
-Co ty opowiadasz?
-Nic, chodźmy już. Mam ochotę dzisiaj wlać w siebie tonę alkoholu i ty mi w tym pomożesz Melanie. -próbowałam wyjść, ale Mel nie chciała się ruszyć.
-Posuń się.-powiedziałam -Hej Mel, przesuń się troszkę. -odparłam
-Usiądź, proszę. -powiedziała
-Ale... Impreza... Tak nalegałaś, żeby szybko... Dobrze, siadam. -odparłam zrezygnowana.
-Co się stało parę miesięcy temu Cassie?- zapytała
-Nie rozumiem -powiedziałam zdziwiona
-Od dwóch miesięcy coś jest nie tak. Co stało się między tobą a Jimmy'm. Powiedz Cassie. -nalegała.
Siedziałam teraz na tylnym siedzeniu auta, skulona. Nie chciałam o tym wspominać a tym bardziej rozmawiać. Przez ponad pięć minut słyszałam głos Melanie. Pytała mnie o James'a o wszystko co z nim związane, czemu nie odbierałam telefonów. O wszystko. Byłam teraz w innym świecie, gdzie nikogo nie było, tylko ja.
-Cassie! Powiedz wreszcie! Martwię się! Nikt nic nie wie!
-I dobrze!
-O nareszcie królewna się obudziła i coś powiedziała. -klasnęła w dłonie
-Przestań!
-Nie! Chłopaki myślą, że dlatego nie wychodzisz z domu bo grasz na perkusji! A ja sądzę wręcz inaczej! Cassie.
-Przestań! -powiedziałam
-Nie do cholery!
-Przestań!
-Powiedz co się dzieje!
-Chcesz do cholery wiedzieć co się stało? -powiedziałam wściekła
-Tak, Cassie.
-Trzy miesiące temu Jimmy zaczął spotykać się z tą laską Alice Bird. Tą suką! -ryknęłam i zaczęłam płakać.
-Cassie... -pogłaskała mnie po ramieniu
-Chcesz wiedzieć to teraz słuchaj do cholery! Chciałaś to masz! Więc nasz przyjaciel zakochał się w tym pustaku. Z dnia na dzień ta laska grała słodką idiotkę. Więc nasz Rev'uś zakochał się w Wypindrzonej Alice! Od dnia, gdy nasz James pokochał Bird... -powiedziałam spuszczając wzrok. -Ta kurwa go zdradzała, zawsze jak bywałam w klubach siedziała i wychodziła z innym kolesiem, rozumiesz Melanie? Jimmy ją kochał z całej siły a ona dawała dupy wszędzie!!! I to właśnie dwa miesiące temu zapukałam po raz ostatni do Rev'a i powiedziałam co widziałam. Ja płakałam Mel jak to mówiłam! Bolało mnie to, że Jimmy mi nie uwierzył. Wiesz jak się czułam? Chciałam dla niego jak najlepiej... A ten dupek co zrobił? Hahaha!. Zatrzasnął drzwi przed moim nosem i powiedział, że nie chce mnie już widzieć!!! I dlatego nie otwierałam wam drzwi, bo miałam depresję! Łykałam tabletki! popijałam alkoholem! Byłam w szpitalu, ci pierdoleni lekarze mnie odratowali! 3 razy!! Temu wam nie otwierałam ponieważ nie chciałam zaburzać wam tego jebanego szczęścia!!! Jesteś teraz z siebie zadowolona doskonała Melanie? Wszystko już wiesz do cholery? Tego chciałaś? Zobaczyć moje łzy, mój ból! Mam tego dosyć!
Otworzyłam drzwi, łzy kapały jak oszalałe, byłam wściekła. Miałam ochotę uciec i nie wrócić. Otworzyłam drzwi i wybiegłam z samochodu, nie rozglądając się w prawą bądź lewo.
-Cassie!!!! Nie!!!!
Poczułam tylko uderzenie z prawej strony, takie kojące...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~