wtorek, 13 listopada 2012

06. This is you Cassie?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Z daleka dom wydawał się gigantyczny. Był umalowany na szaro, weranda połyskiwała w świetle ogromnego słońca. Remont się na prawdę udał. Wszystko wyglądało tak świeżo, pięknie i uroczo. Spojrzałam w lewo i prawo, ulica ucichła. Tylko drzewa lekko ruszały swoimi gałązkami  ,jakby grały na niewidzialnym fortepianie, wystukując tajemniczą melodię płynącą z ich głębi. Postawiłam wpierw prawą stopę na ciemnym brudnym betonie ulicznym, potem lewą. Nie zdążyłam postawić kolejnego kroku... Samochód przejechał mi przed nosem. Serce zabiło jeszcze szybciej niż zazwyczaj to robiło. Krew pulsowała w mych skroni jak wezbrana rzeka w czasie powodzi. Byłam wściekła, jak można być tak nie uważnym człowiekiem?
-Co ty u licha wyprawiasz?! Kretyn! Jeździsz gorzej niż baba! -ryknęłam i pokazałam środkowy palec w stronę samochodu, lecz nawet nie zwrócił uwagi na moją osobę, nie zatrzymał się, żadnego słowa "przepraszam" Ruszyłam do domu. Otaczający krajobraz był zadziwiający, po tych trzech miesiącach nie ruszania się z domu nie zauważyłam posadzonego drzewa, który rodził kwiaty wiśni co roku. W jesieni zmienia się w różowe kwiaty, piękne. Doszłam do swojego cudownego domku. Wokół sąsiedzi mieli idealnie ścięty trawnik a u mnie trawa rosła własnym życiem, wariactwo. Wparowałam do mieszkania, poczułam wszechobecny głód. Pośpiesznie ułożyłam zakupy do szafek.  Przygotowałam naczynie żaroodporne, najróżniejsze przyprawy, ostry nóż i parę innych rzeczy. Spojrzałam przez okno, cudownie. Już nie chciałam płakać i smucić się bo jakiś "ktoś"chodzi po tej planecie. A niech nawet sobie przefarbuję włosy na blond!. Mam do w czterech literach. Chciałam jak najlepiej dla niego, nie to nie, Łaski bez. Ta Rev'a lala go zdradza, widziałam to i dostałam po ryju przez to...
-Mam to gdzieś, koniec. Od dziś ogarniam się! Muszę się Teraz zająć sobą do cholery!. -powiedziałam stanowczo do samej siebie.
Kurczaka przyprawiłam i włożyłam plasterki cytryny pod skórę. Włączyłam Slayer'a i zaczęłam pichcić. W domu było czuć wszystko, dosłownie i w przenośni. Uwielbiałam gotować, teraz mi tego trzeba. Zabrzmiało Show no Mercy, kocham. Moją egzystencję przerwał dzwonek do drzwi. Wzięłam szmatkę w kwiatki i wycierałam ręce, otworzyłam drzwi. Nie spodziewałam się.
-Cześć Cassie -ryknęła blondynka przytulając mnie
-Czuję coś pysznego. -odparł Gates całując mnie w policzek i ruszył do kuchni.
-Jeszcze nie gotowe! Nie ruszaj niczego! Hanerrrr!!! 
-Cześć Cass. -powiedzieli Zacky i Johhny razem zaśmiewając się.
-No co? Moje pyszne danie jest zagrożone -odparłam w uśmiechem i pobiegłam do kuchni.
Brian otworzył piekarnik i lustrował stworzenie, które jest w środku. Widziałam jak mu ślinka leci a oczy błyszczą.
-Mogę???. -zapytał i popatrzał na mnie jak kot ze Shrek'a, tylko brakowało kapelusza.
-Nasz Synysterek nic dzisiaj nie jadł. -odparł Zacky
-A piwo wypił. -poskarżyła się Melanie
Założyłam ręce na biodra i znacząco spojrzałam na stworzenie dobierające się do mojego kurczaka. On popatrzał na mnie.
-Eh... -pacnęłam się otwartą dłonią w czoło. -Brian! Przecież nie piję się na pusty żołądek!
Zaśmiał się.
-To mogę??? Proszę Cassie!
Pacłam go szmatką i przywołałam wszystkich do kuchni. Byłam ubrudzona i dobrze mi z tym. Było bardzo cicho, spojrzałam po wszystkich.
-Cassie organizujemy imprezę i ty musisz na niej być. -powiedziała Melanie wskazując oskarżycielsko na mnie palcem.
Też wskazałam na nią palcem i zrobiłam pokerową twarz.
-Dobrze. 
To była wojna na wzrok. Moje zielone oczka kontra sprytne błękitne tęczówki. Czułam się jak na dzikim zachodzie. Tylko brakowało pistoletów. Ciszę przerwał opętańczy śmiech chłopaków i Mel.
-Brakowało mi Ciebie Cassie. -powiedziała przytulając się do mnie. -Co się z Tobą działo? 
-Może zjemy?. -wymigałam się
Haner kwiknął, wszyscy wpadli w szał i zaczęli się śmiać. Rozłożyłam każdemu po kolei porcję. Zabraliśmy się do jedzenia, wyszło mi.
-Widzę Brian, że ci smakuję. -powiedziała Mel
-To. -wskazał na swój talerz. -To jest pyszne!!! Poproszę dokładkę Cassie. -powiedział wznosząc swój pusty talerz.
-Jeśli chcesz to sobie weź. -wskazałam żaroodporne naczynie. -Jest ostatnia porcja, więc bierz puki tam jest. -uśmiechnęłam się szczerze od bardzo dawna.
Haner rzucił, każdemu z osobna ostrzegawcze spojrzenie mówiące "Jeśli chodź spróbujesz to zabrać to się nie pokazuj na moje zajebiste oczy! Czaisz?". Wszystkich zamurowało i po pięciu sekundach pękliśmy, zaczęliśmy się śmiać. Gates nic sobie nie robiąc zabrał kurczaka i z wielkim bananem na ustach usiadł i zajadał mojego kurczaka, był to miły widok, że komuś smakuję, gdy coś przygotuję. Johnny, Zacky, Melanie i Gates szeptali coś między sobą a ja myłam naczynia. Po zakończeniu wytarłam ręce i spojrzałam na grupkę.
-Przy towarzystwie się nie szepce, moi drodzy. -powiedziałam
Melanie spojrzała na mnie.
-Cass... Wyglądasz okropnie, musiałam to powiedzieć, przepraszam. -powiedziała
-Wiem Melanie. -uśmiechnęłam się. -Przed waszym przyjściem chciałam zrobić ze sobą porządek. -odparłam wycierając stół.
-Nie o to chodzi Cassie. Po prostu jesteś bladsza niż zwykle, wyglądasz jakbyś była chora widzę jak poruszasz się bez sił. -podeszła do mnie i mnie przytuliła. -Marwie się o Ciebie wariatko. -odparła
-Mel to bardzo miłe, że ktoś się o mnie pamięta, ale ze mną wszystko ok.-wtuliłam się w przyjaciółkę.
Odsunęła mnie od siebie na metr.
-Zrobię dziś z ciebie bóstwo!
-Ej, ej zaczekaj. To ma być impreza nic więcej. Czy ja o czymś nie wiem?. -zapytałam wpatrując się w chłopaków.
-No...Cass. Niech Johnny powie. -wymigał się Zacky
-Nie! Haner -ryknął
-To ma być impreza na twoją cześć, jesteś głównym obiektem na imprezie. Powinnaś pięknie wyglądać. -odparł wpatrując mi się w oczy.
-Ymmmm. Nie ubiorę szpilek bo nawet ich nie mam, nawet sukienki. -pokazałam język
-To dlatego nie ubrałaś się jak kobieta na moim ślubie i Zacky'rgo -odparła Mel. -Johnny, zabieram dziś naszą szarą myszkę przyjdziemy prosto na imprezę, pa. -pocałowała Johnny'ego i porwała mój rękaw razem ze mną.
-Widzę, Mel w swoim żywiole, stary. -zarechotał Haner
-Współczuję Cassie, ona ją dobiję. -odparł Johnny
-Ona jest piękną kobietą a ukrywa takie kształty pod tymi ubraniami...-westchnął Zacky
Popijali herbatę i gadali o bzdetach.





-Gdzie mnie ciągniesz?. -otworzyła drzwi.
-Do auta! Siadać już!
-Okej, okej sierżancie. -odparłam
Wyjechaliśmy spod domu i ruszyłyśmy drogą prowadzącą do centrum handlowego. Domyślałam co mnie tam czeka, ale nie miałam pieniędzy przy sobie. Wyszłyśmy z samochodu i weszłyśmy do pierwszej galerii.
-Siadaj tutaj. -wskazała miejsce siedzące koło wielkiego kwiatka
-To ja nie idę z tobą?. -zapytałam zdezorientowana.
-Nie, i ty gustujesz w ciemnych rzeczach i masz numer buta 38?
-Tak, ale...
-Żadne ale, masz tu siedzieć. Albo wiesz, pochodź sobie po centrum, widzimy się za 30 minut przed centrum handlowym przy samochodzie, kochana. -pocałowała mnie w policzek i ruszyła do sklepu z butami.
-To po co mnie tu zabrałaś?. -zapytałam.
Melanie odwróciła się w moją stronę.
-Musisz wreszcie wyjść z domu do ludzi Cassie i pewnie znowu kupisz samej sobie "worki".
-Dziękuję Mel. -odparłam
Tylko się uśmiechnęła i ruszyła na podbój kosmosu. Gwiezdna Mel kontra ciuchy z centrum handlowego. Już widzę te nagłówki w gazetach. Haha! Na reszcie Mel będzie w swoim żywiole. Czas szybko zleciał, stałam przy samochodzie. Zauważyłam Melanie niosącą dwie torby. Podeszła i otworzyła drzwi układając torby na tylnych siedzeniach, chciałam zerknąć co jest w środku, lecz Mel mi pogroziła palcem. Dojechałyśmy do domu, była już godzina 18;00, czas strasznie szybko zleciał. Chłopaki nadal byli w domu.
-Cassie idź do łazienki i się ogarnij, cało-kształtnie.
-Dobrze Mamusiu.
Ryknęli śmiechem grupka w kuchni pijąca herbatkę z cytryną. Podreptałam do łazienki napuściłam sobie gorącej wody i otuliłam się zapachem olejku  lawendowego. Czułam, że ożywam.
-Ej co jej kupiłaś, kochanie. -Johnny próbował zerknąć do środka.
-Będę za 30 minut, pójdę się przygotować na imprezę. -poruszała wymownie brewkami.
Wróciła w mgnieniu oka, wyglądał olśniewająco. Czerwona dopasowana sukienka bez ramiączek, czarne szpilki i oszałamiające dodatki, miała polokowane włosy.
-Wyglądasz cudownie, piękna. -przyciągnął ją do siebie mąż.
-Mmmm. -wymruczała zadowolona. -Muszę ogarnąć naszą szarą myszkę. -powiedziała i zabrała torby z zakupami na piętro.  
Ktoś zapukał do łazienki i wszedł. Dobrze, że byłam w bieliźnie i szlafroku. 
-Cassie, ubierz to. -podała mi torby. -Buty też kochanienka. -zarechotała zamykając drzwi.
Wyciągnęłam fioletowo-brązową sukienkę. Z dołu miała falbanki. Z góry był gorset i kwiat. Nie wyglądało to tandetnie tylko uroczo. Założyłam sukienkę, prawie zakrywała mi dupę. Masakra. A w dodatku te czarne szpilę. Założyłam bo co mam innego zrobić?. Uczesałam włosy i wyszłam z łazienki. Gdy Melanie mnie zobaczyła, zamarła.
-Ta sukienka. -wskazałam na materiał. -Prawie nie zakrywa tyłka.
-Zdaje ci się wyglądasz przepięknie, wreszcie stałaś się pięknym łabędziem!. Chodź idziemy do chłopaków. Padną!!! -odparła i ruszyła na parter. Usłyszałam z dołu tylko:
-Oto Nowa Cassie! -ryknęła.
Stąpałam ostrożnie po schodach. Spojrzałam na chłopaków. Patrzyli na mnie, jakby zobaczyli ducha.
-Ej, powiedzcie coś, boję się, że nic nie mówicie. -powiedziałam zaniepokojona. -Melanie, zabiję cię, nie czuję się komfortowo w tej sukience i te szpilki. -jęknęłam nie zadowolona.
-Popatrz zatkało ich. -zachichotała
-To jest zaraźliwe, cała trójka stanęła się posągami. -pokazałam palcem troję mężczyzn.
-Czy mnie oczy nie mylą? -zapytał Zacky
-Uszczypnij mnie Johnny. -odparł Haner, Johnny uszczypnął. -To nie sen, chłopaki. 
Zaczęłam się rumienić. Mel to zauważyła
-Przestańcie Cassie zawstydzać. -powiedziała Melanie. -Jedziemy?. -zapytała. -Hej!!! ziemia do Hanera!!! Woooaahhu! 
-Co?. -wypadł z zamyślenia
-Jedziemy?
-Tak. -uśmiechnął się.
No to zacznie się impreza, jeszcze nie wyszliśmy z domu a ja mam już dość. Te ubrania! Od dzisiaj Melanie jest moim celem do dokonania mordu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Krótki odcinek, ale zrozumcie piszę teraz próbne testy gimnazjalne. Więc docencie, że piszę specjalnie dla Was! ;)

Sukienka Cassie:  http://imageshack.us/photo/my-images/7/sukienkacassie.jpg/
Sukienka Melanie:  http://imageshack.us/photo/my-images/560/sukienkamelanie.jpg/

3 komentarze:

  1. Doceniam, doceniam :D Wiem jak to jest nie mieć na nic czasu. Nie ma to jak nalot na chatę :) Jeszcze jej opędzlowali kurczaka. A Synio to już w ogóle, taka słodka sierotka z niego :D Impreza się szykuje to jest to!! Mel ma rację, trzeba Cassie zmienić w łabędzia. Fajna ta sukienka, na pewno extra wyglądała. Reakcja facetów bezcenna. Czekam na imprezowego nexta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Teeż pisze próbne.. Pozdrawiamy twórców za ich banie i temat rozprawki, nie? ;)
    Ekipa zrobiła Cassie nalot, fajnie fajnie. I zjedli jej kurczaka całego. Beszczelni :< Melanie wreszcie zrobiła to, co powinna była już dawno, wyciągnęła Cassie do świata. Lepiej późno niż wcale.. Dobrze że Cassie się zgodziła, bo by musieli ją ciągnąć siłą. To teraz czekamy na imprezę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nadrobiłam zaległości i ja się pytam KTO TUTAJ NIE MA TALENTU? Lubię kurczaka i jak Gates robi z siebie słodkiego idiote... Nie ma to jak pójście na imprę pod namowową przyjaciół. Już nie mogę się doczekać by wrócić do was, bo tęsknię

    OdpowiedzUsuń