Z dedykacją dla tych, którzy czytają moje opowiadanie ;)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sevenfoldzi bawili się wspaniale. Chłopaki dosiedli się do Melanie i dyskutowali na temat jej życia osobistego. Gates kompletnie zalany opowiadał jakie "igraszki" stosuje w łóżku.
-I ja wtedy...-powiedział z butelką haineken'a w dłoni
-Nie chcę tego dłużej słuchać! Brian, koniec! -jękła Mel. Wiem już jakie lubisz pozycję, prezerwatywy... wszystko!
Popatrzał na nią wymownych wzrokiem.
-To poweeeidź wreście, co tyy , no wyprawioosz w łóżkoou -powiedział
-Moje nie doczekanie!
-Powinnaaaaś się już przyzwyczaić do tej gatki naszego przyjaciela- Zacky poklepał ją po ramieniu, serdecznie.
-Wszyscy którzy z nim pii do upadłego znają jego życie erotyczne na wylot -odparł Johnny
Melanie tylko przytakneła i wlała w siebie kolejny ml alkoholu. Wszyscy zaczeli się śmiać, humory im dopisywały. Gęsiego pognali na parkiet. Johnny zabajerował Mel i tańczyli razem w najlepsze, zaśmiewali się do łez rozmawiając o Haner'ze. Zacky wraz z Brianem trzymali się za ręcę, tańcząc przytulanego do skocznej muzyki.
Łazienka była dość czysta jak na klub. Białe płytki na ścianach, na podłodze gumowa zielona wykładzina, umywalki gdzieniegdzie ubrudzone żygami... Fuj. Czułam teraz się dość dziwnie, od dawna nie czułam się tak...-bezpieczna. Otworzyłam oczy spoglądając na mężczynę okrywający moje ciało silnymi wytatuowanymi rękoma. Moje dłonie spoczywały na jego torsie, także zapełnione w tatuażach. Spojrzałam w jego błękitne oczy, widziałam w nich czułość. Popatrzał na mnie, przeszły mnie dreszcze.
-Chcę iść do domu, Jimmy -powiedziałam
-Nie dziwie Ci się -wyszeptał mi do ucha.
Wstał i podał mi rękę, był naprawdę wysoki, ujęłam jego dłoń i wstałam na równe nogi. Wychodząc stałam i odwróciłam się do bydlaka ,który się do mnie dobierał. Jimmy ujął mnie ramieniem i wyprowadził mnie z toalety.
-To już minęło, przy mnie jesteś bezpieczna, Cassie -uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech.
-Chciałabym wrócić do domu, ale jest pewna osoba -wskazałam palcem na Melanie, która piła z chłopakami przy stoliku.
Ruszyliśmy do stoliku, nie zwrócili na nas uwagę.
-Mel, chodź wracamy do domu -powiedziałam ocierając oczy.
-Chłopaki zbierajcie dupy! -ryknął
-Ej, ej, Rev nie jesteśmy głusi -powiedział Gates zakrywając uszy
-Dobra, dobra
Zacky spróbował wstać, lecz z ,marnym skutkiem. Podeszłam do stolika obok i zabrałam moje pałeczki. Włożyłam je do kieszeni, ale wystawały.
-Melanie wstawaj.
-Ja się tu dobrze bawię -wybełkotała
Miałam zamiar podnieść przyjaciółkę ,ale wstąpił Jimmy.
-Pomogę Ci z twoją koleżanką -powiedział
-Już dość zrobiłeś -odparłam. A w dodatku masz trójkę przyjaciół na karku -wskazałam palcem.
Zaśmiał się.
-O to się nie martw, wyglądają na spitych ,ale dojdą do domu. Zobacz twoja przyjaciółka zaprzyjaźniła się z naszym gnomem -zarechotał.
-To się dobrali - odparłam.
Leżeli wtuleni w siebie jak dwa misie koala.
-Chyba zasęli
-Nie -jękłam. Jak ja ją dotaszczę do domu?. -przeklłam ten dzień w myślach.
Jimmy ruszył do barmana, wymienił parę słów i wrócił wraz z czteroma "koksami".
-Cassie od lewej: Tom, Tim, Ted i Tif. Chłopaki przeniosą nasze
gołąbeczki na piętro do pokoi. Mój przyjaciel jest tu kierownikiem i miał u mnie pewien dług, który teraz spłacił. -uśmiechnął się
Uslyszałam tylko drętwe "Cześć" od strony "koksów".
-Jimmy, ja...
-Ty też tutaj możesz spać. -odparł
Koksy ,gdy przenieśli pijaną kompanie do poki, w pierwszym wyglądowali wszyscy faceci, w drugim pijana Melanie. Jimmy zaprowadził mnie do pokoju w ,którym były dwa łóżka. Spojrzałam na dopiero poznanego chłopaka.
-Ja biorę te łóżko po lewej -rykłam i ruszyłam w miejsce obiecane.
-Wariatka -wyszeptał -To ja biorę te po prawej - uśmiechnął się i usiadł.- Łazienka jest na przeciwko pokoju.
Wstałam i poszłam do łazienki wzięłam prysznic, czułam jak wszystkie smutki ze mnie spływają. Zakręciłam kurek, wytarłam swoje ciało w milusi, świeży krwiście czerwony ręcznik. Ubrałam koszulkę, i ruszyłam do pokoju w ,którym był Jimmy. Spojrzał na mnie, wyszedł i wrócił po dziesięciu minutach. Ułożyłam moje spodnie na szafce koło łóżka. Pokój był koloru pomarańczowego a wykładzina czarna. Jimmy wszedł
do pokoju w bokserkach w ...renifery.
-To już gwiazdka? -zapytałam z rozbawieniem
Zaśmiał się i zaczął mnie gilgotać. Przysiadł się koło mnie, siedzieliśmy tak w ciszy bardzo długo.
-Dziękuję za to ,że przy mnie wtedy byłeś i pomogłeś w znalezieniu noclegu.- wtuliłam się w jego aksamitne ciało.
-Nie ma za co -uśmiechnął się.
-Gdzie...- nie mógł dokończyć.
Cassie zasnęła wtulona w jego tors. Nie miał serca obudzić tej wariatki, powoli się odsunął i okrył ją kołdrą. Coś spadło, pałki. Podnosząc je uśmiechnął się z zadowolenia. Kawałki drewna ułożył na szafce nocnej.
Spojrzał na Cassie, wyglądała na kruchą, gdy śpi, lecz naprawdę to tylko pozory.
-Zabawne -wyszeptał, i położył się do łóżka. Nie mógł zasnąć z myślą ,że taka osóbka leży trzy metry od jego ciała.
Ranek przyprawiał wszystkich o ból głowy, a najbardziej Melanie i Christa. Obudziłam się, odwróciłam się na drugi bok i zobaczyłam Jimmy'ego, znowu wszystko wróciło... Ubrałam pośpieszni spodnie, buty i ruszyłam w stronę pokoju w, którym spała Mel. Nadal smacznie spała, podeszłam do niej i lekko szturchnęłam.
-Mel wstawaj, idziemy -powiedziałam
Otworzyła oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Jeszcze pięć minutek, mamo
Westchnęłam, ściągłam z niej kołdrę.
-Dobra już wstaję -jękła.
Ubrała spodnie na dupę i buty, ruszyła od razu w stronę drzwi co mnie bardzo zdziwiło, stanęła.
-A szło tak łatwo -wyszeptałam do siebie
-Dlaczego, mamy wyjść bez pożegnania z chłopakami? -zapytała
-Pewnie śpią -zaśmiałam się. Idziemy Melanie, w domu się położysz.Mruknęła coś pod nosem.
-Dzisiaj Cię "wyjątkowo" posłuchałam, bo mnie tak łeb boli ,że wolę spełnić twoją zachciankę -odparła zakrywając uszy.
Przytuliłam przyjaciółkę i ruszyłyśmy przez korytarz. Wyszłyśmy z klubu. Dziś było wyjątkowo brzydko, chmury zakrywały piękne błękitne niebo, wiatr syczał jak gromada wygłodniałych węży. Ulica, była mokra.
Mijając kolejne ulice, sklepy dotarłyśmy do naszego domu. Wyciągnęłam kluczę z kieszeni, otworzyłam drzwi i wpuściłam pierwszą Melanie.
-Idę spać, dobranoc a jeśli mnie obudzisz...
-Tak wiem, udusisz mnie -powiedziałam podniesionym głosem ,aby dokuczyć przyjaciółce.
Spojrzała na mnie znienawidzonym wzrokiem i ruszyła po drewnianych schodach pokrytych brązową wykładziną, w stronę swoje pokoju. Poszłam do kuchni, zaparzyłam herbatkę z cytrynką i ruszyłam przed
telewizor. Ułożyłam się na czarnej kanapie, przykryłam się kocykiem i włączyłam telewizor. Oglądałam jakieś pierdoły bo o 7;00 nic ciekawego przecież nie leci. Po 15 minutach oglądania wiadomości miałam właśnie przełączyć na kolejny kanał, lecz usłyszałam znajomy
głos, upiłam łyk herbaty i spojrzałam w ekran.
-Tusk jebany nawet telewizje amerykańską opanował -powiedziałam wpieniona.
Od razu zmieniłam kanał na Animal planet, gadali coś o nietoperzach, wpatrywałam się z zaciekawieniem na rozpiętość skrzydeł tych cudnych stworzeń.
-Chcę, takiego w pokoju -odparłam z uśmiechem.
Odłożyłam herbatę i zasnęłam wtulając się w poduszkę.
Obudził się, spojrzał na pomarańczowy sufit, rozmyślając nad sytuacją z wczoraj. Odwrócił wzrok na łóżko obok, nie było jej. Wstał i ruszył do łazienki ,żeby się chodź troszkę ogarnąć. Założył spodnie i ruszył do pokoju ,gdzie spała Mel, nie było jej. Kolejnym celem było obudzenie nawalonych chłopaków. Wpadł do miejsca ,gdzie wszyscy spali i zaczął śpiewać kościelne piosenki stojąc na łóżku.
-Niech bę-dzie po-chwaaaa-looooOO-oonny przeeee naj-świę-tszyyy sa-kra-ment! -ryknął i ściągnął kołdrę z przyjaciół automatycznie budząc pijaczków.
-Rev co ty kurwa odpierdalasz? -jęknął Zacky
Przeżegnał się, złożył ręce do modlitwy.
-Modlić się, kurwa! -odpowiedział stanowczo.
Johnny, Gates i Zacky popatrzyli po sobie zdezorientowani co się stoło przyjacielowi. Jimmy upadł na ziemie i zwijał się ze śmiechu.
-Gdy... gdybyście widzieli swoje miny -zaśmiewał się do łez
-Ty gnoju - ryknęli chłopaki i upadli na Jimmy'ego gniotąc go swoim ciężarem ciał.
-Warto było -znowu się zaśmiał histerycznie Sullivan
Przyjaciele słysząc to spojrzeli po sobie. Gates trzymał ręce Reva a Zacky nogi za to Johnny zaczął gilgotać Jimmy'ego.
-Dość, poddaje się! -ryknął
-To dopiero początek buahahahah -zawył johnny
Utrzymywali w mękach James'a przez dziesięć minut. Wstali i co pierwsze całą trójka robiła to ruszyła do baru po butelki z wodą bez dodatku alkoholu. Jimmy ruszył do pokoju w, którym spał bo zapomniał czegoś.
-Gdzie są te kluczę?-zapytał samego siebie w myślach, przegrzebując możliwe miejsce. Zaczął od przeszukiwania łóżka po lewej stronie. Ściągnął kołdrę i upadły pałki z Vater'a z szaki nocnej ponieważ zahaczył. Podniósł je, rozmyślając kogo należą. Jego myśli znowu powędrowały do wczorajszego wieczoru.
-Cassie -wyszeptał. Gdzie są te cholerna klucze?
Przeszukał cały pokój a pałki wcisnął do kieszeni. Wyszedł z pokoju, podszedł do baru.
-Cześć, widziałeś może moje klucze? Takie z czarnym wisiorkiem -zapytał
Barman poszperał za ladą. Wyciągnął zagubioną rzecz.
-Dzięki, myślałem ,że przepadły na zawsze -zdobył się na uśmiech.
-Jimmy, my już spadamy, trzymaj się. -powiedzieli przyjaciele równocześnie ściskając dłoń na pożegnanie.
-Cześć. -odparł
Zabrał swoją kurtkę i ruszył w stronę domu. Było okropnie brzydko, miał ochotę na zjedzeniu jakiegoś dobrego batona.
Obudziłam się w południe, ruszyłam do kuchni otworzyłam lodówkę a tak pusto! Uczesałam włosy, zostawiłam karteczkę Melanie ,że poszłam do sklepu po zakupy. Przemierzałam ulice HB, troszkę się rozchmurzyło. Wcisnęłam słuchawki do uszu i rozpływałam się w melodii "Cowboys from hell" Pantery. Kolejne linijki przemijały.
"You see us comin'
And you all together run for cover
We're taking over this town"
-wyszeptałam z uśmiechem na ustach.
Wstąpiłam do supermarketu Sadie, był to ogromny zielony budynek.
Weszłam do środka pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ogrom tego sklepu i bardzo dużo ludzi, wędrowali z jednej do drugiej półki. Poszłam po wózek, przeszłam od razu do warzyw i owoców ponieważ były najbliżej. Wrzuciłam parę witamin do wózka i ruszyłam dalej.
-Słodycze!!! -wymruczałam
Podeszłam do czekolad, było ich tak dużo ,że mogłabym pływać i jeść jednocześnie tak przez rok lub dwa. Buszowałam w słodyczach jak tarzan w dżungli. Spojrzałam na wózek czy ktoś go nie ukradł. Moje oczy zetknęły się z niebieskimi oczyma.
-Cześć Cassie, widzę ,że z tobą wszystko w porządku -uśmiechnął się
Odwzajemniłam uśmiech.
-A zapomniałbym. Zostawiłaś swoje pałki w klubie -odparł podając mi kawałki drewna.
-Dziękuję.
Zabrałam 3 czekolady, batona i żelki. Jimmy też zabrał się za wybierania słodyczy. Po drodze do kasy kupiłam chleb i inne produkty. Stałam w kasie. Zapłaciłam za produkty i wzięłam dwie torby na ręce. Wyszłam ze sklepu.
-Może ci pomóc -usłyszałam głos Jimmy'ego.
Zanim zdążyłam coś powiedzieć zostałam z jedną małą torbą.
-Dziękuję, mieszkam tuż za rogiem -uśmiechnęłam się.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie, gdy stanęliśmy przed domem. Spojrzałam na przyjaciela.
-Może chciałbyś przyjść na kawę lub herbatę? Muszę jakoś spłacić swój dług -powiedziałam a ten zaśmiał się.
-Bardzo chętnie -wyszczerzył się.
Weszliśmy do mieszkania. Wskazałam gdzie jest kuchnia, rozpakowaliśmy zakupy i powkładaliśmy do półek.
-Kawa, herbata czy coś mocniejszego?
-Dziś się napiję herbaty z cytryną -odparł.
-Do usług.
Zaparzyłam dwie herbaty i jedną położyłam przed samym nosem Jimmy'ego.
-Dzięki.
Wyciągnęłam pałki z opakowania, przyjrzałam im się i zaczęłam sprawnie obracać pałki w dłoni. Nie zauważyłam ,że chłopak obok się mi przygląda.
-Widzę, że sprawnie operujesz pałkami, od ilu lat grasz na perkusji?
-Miesiąc temu minęły 2 lata -odparłam.
-Mógłbym obejrzeć twoją perkusję?
-Pewnie -uśmiechnęłam się.
Jimmy ruszył za mną po schodach do mojego pokoju.
-Tylko się nie przestrasz -zaśmiałam się
Otworzyłam drzwi i ukazała się LB.
-Piękna -powiedział
-Zasiądź i okiełznaj te bydle Jimmy -odparłam i rzuciłam mu pałki
Grał niesamowicie, poczucie rytmu a te stopy, niebo w uszach! Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem.
-Może coś zagrasz? -zapytał.
Oboje usłyszeliśmy po chwili, jakieś krzyki...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przeczytałam już wczoraj, ale jakoś nie byłam w humorze żeby komentować.. Dziś nadrabiam. ;) Początek z Brianem mnie rozwalił.. W sumie każdy inaczej się zachowuje po procentach - lepsze takie gadanie niż jak włącza Ci się Johnny Walker i butujesz do domu czasem kilka km w przekonaniu, że "musisz" ;D No i to tańczenie przytulańca z Zackym, genialne. Jak faajnie, że już tak iskrzy między Jimmym a Cassie *-* Czuję, że będzie świetna para z nich. Kiedy oni byli zajęci, widzę reszta też się nie nudziła.. Impreza aż do zgonu ;D Czterech koksów, moi idole od dziś! Przypakowani, milczący bohaterowie, takich czterech muszkieterów, haha ;p Jak słoodko tam w pokoju, Jimowe bokserki i to jak zasnęła przy nim.. Mega ;3 Pobudka chłopaków też świetna, Rev dzisiaj mocny jak sam nie pił, haha ;D Szkoda, że tak uciekła, ale w sumie przeznaczenia nie oszuka, i tak się spotkali znów ;) Fajnie tak, jak ludzie w związku [mam nadzieję ;)] mają wspólną pasję, a jak to TAKA pasja [perkusja, miłość moja <3] to już idealne :) Czekam na kolejny odcinek.
OdpowiedzUsuńHa ha Gates rozwalił mi system! Dobre to było! I to jego tańczenie z Zackym!! Niezła była ta impreza, naprawdę. Widać, że chłopaki i dziewczyny potrafią się bawić!! Haha i ten transport na górę, dobre. Mhhh spanie we wspólnym pokoju, jakie to słodkie :) I te gatki Jimbona, rewelacja. Cassie czemu uciekasz?? Przed miłością nie uciekniesz haha. Nie no ta pobudka to mnie rozwaliła do reszty.
OdpowiedzUsuńSuper odcinek! Czekam na to, co dalej :)
I zapraszam na moje nowe http://you-my-only-dream.blogspot.com/