~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Łzy kapały jak opętane, chciały jak najszybciej wydostać się z moich przekrwionych oczu. Jedna po drugiej rysowały na moich policzkach coraz to szerszy wodospad. Upadały na moją koszulkę. Ziemia, także dostała porządną dawkę soli. Krok za krokiem, zbliżałam się do domu. Wiatr ucichł, już nie wiał, liście drzew już nie szeleściły na wąskich brązowych, niewinnych gałązkach. Ludzie dobijali mnie, szczerząc swe zęby, jakby chcieli oderwać kawałek mojego ciała z dziką satysfakcją rysującą się na ich ustach. Widziałam już dom, był po drugiej stronie ulicy...
-Maaaaaat! Obiad!.- zawołała Valary z kuchni.
Sanders skradł się na paluszkach do kuchni. Uwielbiał oglądać swoją żonę jak gotuję. Wywijała wtedy swoimi blond lokami w lewo, w prawo, wszędzie. Ręce przy pichceniu jej się dwoiły, nie milioniły jak to zawsze uparcie mówił. Na samą myśl, że taka wspaniała kobieta, która od małego była przy nim o każdej porze. Jest jego żoną, od razu chciał ją przyciągnąć do siebie, pocałować, przytulić, kochać dniami i nocami, bez wytchnienia. Świata po za nią nie widział. Uważał się za cholernego szczęściarza spotykając Valary, jego słodką, piękną Valary. Wszedł do kuchni. Wszechstronna, na przeciwko wejścia były umieszczone trzy duże okna, obok zwisały śnieżnobiałe zasłony z koronką. Na parapecie stały czerwone róże, Val lubi te kwiaty, więc Mat wpadł kiedyś na pomysł. Urządził romantyczną kolację w domu przy świetle świec, i dał ukochanej różę prosząc o jej rękę. Od tego czasu róże były jej ulubionymi kwiatami. Ściany z góry na dół były umalowane na beżowo, lodówka była upiększona kolorowymi karteczkami "Jestem na próbie z chłopakami w 'Street', Kocham Mat","Obiad masz w lodówce, poszłam załatwić kilka spraw na mieście, Valary ;*". Wszystkie sprzęty, lśniły, jakby dziś były kupione. Cały wystrój dopełniał piękny żyrandol. Jego ukochana istotka już układała talerze z jedzeniem na stół. Chodziła z taką gracją. Mat podszedł do Valary i oplótł ją swoimi umięśnionymi ramionami w talii i pocałował w szyję.
-Mat... -wymruczała zadowolona. -Teraz jest obiad, specjalnie zrobiłam spaghetti.
Położyła posiłek na drewnianym stolę, układając jednocześnie sztućce.
-Mam ochotę na ciebie Val -odparł Mat znowu całując ją w szyję, wspiął się docierając do jej ust, złożył namiętny pełen uczuć pocałunek.
Oderwała się od niego z wielką niechęcią. Spojrzała mu w oczy.-Teraz jemy, może jak zjesz cały talerz to dostaniesz nagrodę. -powiedziała uwodzicielsko.
-Już zabieram się do jedzenia, kochana. -pocałował ją po raz kolejny i przysiadł do stołu wpierw odsuwając krzesło Val.
Zabrali się wspólnie do spożycia posiłku, przy czym zaśmiewali się do łez. Wspominając czasy szkolne, after party i inne akcje zakończone niezłą popijawą, zakazami a nawet karami. Valary przełknęła kolejny kęs dania i spojrzała na męża.
-Mat, co się stało z Cassie?
-Sam nie wiem, od dwóch miesięcy nie widziałem tej wariatki -uśmiechnął się
-Od zawszę ją lubiłam. Taka zakręcona, przeważnie uśmiechnięta a w dodatku uzdolniona.
-O tak. -odparł rozmarzonym tonem. -Kiedyś słyszałem całkiem przypadkiem jak śpiewała. Ona ukrywa taki wielki talent w sobie.
-Głos jak dzwon?. -zapytała
-Dzwon to mało powiedziane! Valary, tego nie da się opisać. Jej głos hipnotyzuje. -uśmiechnął się promiennie.
-Gdzie ją słyszałeś?
-To było... z jakiś rok temu. Właśnie przechodziłem koło pokoju Cassie i usłyszałem jak śpiewała Cementery Gates, Pantery. Kierowałem się do wyjścia, a tu nagle taka niespodzianka.
Val spojrzała badawczo na Mat'a.
-Cass nie wiedziała, że jestem w domu ponieważ przyszedłem do Melanie po pompkę do roweru, bo moja się zgubiła. -z jego ust uformowała się podkówka, czym roześmiał kobietę.
-Ciekawi mnie dlaczego zamknęła się w sobie i do teraz kryję się w swojej skorupie. Przecież jest piękną kobietą.
-Martwię się o nią. Od dwóch miesięcy się nie spotkaliśmy, nawet nie usłyszałem głupiego "Cześć". -uderzył w stół, zakrywając jednocześnie twarz w dłoniach.
-Hej Mat. Nie załamuj się, mam pomysł.
Spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami, skrywające ból i smutek. Nienawidziła tego wzroku, za wszelką cenę zawsze wprowadzała w jego oczy radość, a teraz nic nie mogła zrobić.
-Zróbmy małą imprezę. Chłopaki i jego dziewczyny plus nasza szara myszka Cassie.
Ręce ułożył na stole, jego twarz zradośniała, ukazał się wielki uśmiech, który tak kochała.
-Jesteś wspaniała Val, zawsze wiesz co zrobić, żeby poprawić mój humorek. -uśmiechnął się.
Val posprzątała i podeszła do swojego męża. Popatrzała na niego z troską, ominęła go i ruszyła na piętro.
-No wiedzę, że nie chcesz nagrody Mat, szkoda. -powiedziała prowokująco.
-Ja nie chcę?. -zapytał i ruszył do ukochanej.
Złapał ją na ręce i pognał do sypialni.
-Waaaaariat!. -wrzasneła
-Też Cię kocham słonko!
Kochali się tego dnia jak nigdy do tond, każdy ruch, pocałunek upiększał ich wielką miłość. Wytrwałość, nadzieja, burza uczuć rodziła miłość, aż po grób.
Haner przemierzał park rozmyślając co się stało. Czy zrobił coś nie tak? Przecież zawsze zatrzymała się, rozmawiali i zaśmiewali się do łez, zawsze tak było. A dzisiaj? Wyglądała źle. To mało powiedziane, okropnie wyglądała. Przekrwione oczy, rozczuchrana i smutna na dodatek. Nigdy jej jeszcze nie widział w tym stanie. Zobaczył w tych dużych zielonych oczach ból. Zacisnął dłoń w pięść... szedł prosto nie patrzeć przed siebie. Uderzył w coś masywnego.
-Gates uważaj jak chodzisz. -odparł Zacky kładąc ręce na ramiona przyjaciela, żeby mu się przyjrzeć.
-Sorry, zamyśliłem się stary.
-O czym tak rozmyślałeś?
-Spotkałem Cassie.
-Naszą Cassie?, od dwóch miesięcy jej nie widziałem. Dzwoniłem do niej na telefon, nawet nie odebrała. Pukałem też do domu, ale zawsze drzwi były zamknięte. Martwię się o nią, co u niej? -zapytał
Zabrali się wspólnie do spożycia posiłku, przy czym zaśmiewali się do łez. Wspominając czasy szkolne, after party i inne akcje zakończone niezłą popijawą, zakazami a nawet karami. Valary przełknęła kolejny kęs dania i spojrzała na męża.
-Mat, co się stało z Cassie?
-Sam nie wiem, od dwóch miesięcy nie widziałem tej wariatki -uśmiechnął się
-Od zawszę ją lubiłam. Taka zakręcona, przeważnie uśmiechnięta a w dodatku uzdolniona.
-O tak. -odparł rozmarzonym tonem. -Kiedyś słyszałem całkiem przypadkiem jak śpiewała. Ona ukrywa taki wielki talent w sobie.
-Głos jak dzwon?. -zapytała
-Dzwon to mało powiedziane! Valary, tego nie da się opisać. Jej głos hipnotyzuje. -uśmiechnął się promiennie.
-Gdzie ją słyszałeś?
-To było... z jakiś rok temu. Właśnie przechodziłem koło pokoju Cassie i usłyszałem jak śpiewała Cementery Gates, Pantery. Kierowałem się do wyjścia, a tu nagle taka niespodzianka.
Val spojrzała badawczo na Mat'a.
-Cass nie wiedziała, że jestem w domu ponieważ przyszedłem do Melanie po pompkę do roweru, bo moja się zgubiła. -z jego ust uformowała się podkówka, czym roześmiał kobietę.
-Ciekawi mnie dlaczego zamknęła się w sobie i do teraz kryję się w swojej skorupie. Przecież jest piękną kobietą.
-Martwię się o nią. Od dwóch miesięcy się nie spotkaliśmy, nawet nie usłyszałem głupiego "Cześć". -uderzył w stół, zakrywając jednocześnie twarz w dłoniach.
-Hej Mat. Nie załamuj się, mam pomysł.
Spojrzał na nią swoimi zielonymi oczami, skrywające ból i smutek. Nienawidziła tego wzroku, za wszelką cenę zawsze wprowadzała w jego oczy radość, a teraz nic nie mogła zrobić.
-Zróbmy małą imprezę. Chłopaki i jego dziewczyny plus nasza szara myszka Cassie.
Ręce ułożył na stole, jego twarz zradośniała, ukazał się wielki uśmiech, który tak kochała.
-Jesteś wspaniała Val, zawsze wiesz co zrobić, żeby poprawić mój humorek. -uśmiechnął się.
Val posprzątała i podeszła do swojego męża. Popatrzała na niego z troską, ominęła go i ruszyła na piętro.
-No wiedzę, że nie chcesz nagrody Mat, szkoda. -powiedziała prowokująco.
-Ja nie chcę?. -zapytał i ruszył do ukochanej.
Złapał ją na ręce i pognał do sypialni.
-Waaaaariat!. -wrzasneła
-Też Cię kocham słonko!
Kochali się tego dnia jak nigdy do tond, każdy ruch, pocałunek upiększał ich wielką miłość. Wytrwałość, nadzieja, burza uczuć rodziła miłość, aż po grób.
Haner przemierzał park rozmyślając co się stało. Czy zrobił coś nie tak? Przecież zawsze zatrzymała się, rozmawiali i zaśmiewali się do łez, zawsze tak było. A dzisiaj? Wyglądała źle. To mało powiedziane, okropnie wyglądała. Przekrwione oczy, rozczuchrana i smutna na dodatek. Nigdy jej jeszcze nie widział w tym stanie. Zobaczył w tych dużych zielonych oczach ból. Zacisnął dłoń w pięść... szedł prosto nie patrzeć przed siebie. Uderzył w coś masywnego.
-Gates uważaj jak chodzisz. -odparł Zacky kładąc ręce na ramiona przyjaciela, żeby mu się przyjrzeć.
-Sorry, zamyśliłem się stary.
-O czym tak rozmyślałeś?
-Spotkałem Cassie.
-Naszą Cassie?, od dwóch miesięcy jej nie widziałem. Dzwoniłem do niej na telefon, nawet nie odebrała. Pukałem też do domu, ale zawsze drzwi były zamknięte. Martwię się o nią, co u niej? -zapytał
-Powiedziała tylko "Cześć Brian, spieszę się, pa", niosła torby z zakupami. Pewnie była u Sadie. -spojrzał w horyzont
-Na to wygląda. -zaciągnął się Zacky papierosem.
Nastała dość długa chwila ciszy, obaj bali się poruszyć temat 'Cassie'. Oddaliła się od nich nie wiadomo z jakich powodów. Nawet nie odzywała się do Melanie, nie pokłóciły się. Stało się to tak nagle jak opowiadała Mel. Pewnego dnia przyszła odwiedzić siostrę, a ta chodziła jak żywy trup po domu nie ukazując żadnych uczuć. Nic nie mówiła, jakby odjęło jej mowę na wieki. Wtedy ratując sytuację zadzwonił telefon Hanera. Zacky spojrzał na przyjaciela usłyszał tylko, "Hej", "No pewnie! To świetny pomysł", "On jest ze mną, ale nie ma nic przeciwko temu", "yhym", "no", "gdzie?", "spoko", "to jak coś to dzwoń", "3 maj się". Rozłączył się.
-Przed chwilą zadzwonił do mnie Shadow's.
-Co mówił? Widzę jak się podniecasz tym co usłyszałeś. -zarechotał
-Ha-ha-ha. Nie chcesz wiedzieć to nie -zrobił obrażoną minkę.
-Ha-ha-ha. Nie chcesz wiedzieć to nie -zrobił obrażoną minkę.
-Proszę powiedz Czcigodny!
-No jak tak ładnie prosisz to powiem -uśmiechnął się. -Valary wymyśliła, żeby zrobić imprezę i głównym obiektem ma być nasza Cassie.
-To świetny pomysł!
-Tylko jest jeden ważny szczególik mój drogi Zacky.
-Tylko jest jeden ważny szczególik mój drogi Zacky.
-Cassie?
-Bingo. Nie odbiera telefonów i w ogóle kompletne odosobnienie, stary. -powiedział Haner.
-Bingo. Nie odbiera telefonów i w ogóle kompletne odosobnienie, stary. -powiedział Haner.
-Cholera, trzeba coś wymyśleć. Przecież nie będzie siedzieć w domu cały czas.
-Depresja robi swoje...
Vengeance spojrzał na osobę stojącą obok niego. Nie mógł uwierzyć co teraz usłyszał od przyjaciela. Depresja? Cassie? Nie...
-Stary nie gadaj bzdur, wypluj to -powiedział zdruzgotany Zacky
-Ja po prostu...
Haner objął przyjaciela serdecznie ramieniem, ruszyli przed siebie, martwili się o tą małą wariatkę.
Zawróciła ich życiem, zmieniła wszystko. Od kiedy Cass pojawiła się w ich życiu wszystko nabrało sensu, przyjaźń, miłość, szczęście. Nigdy nie czuli się tak dobrze, gdy odizolowała się zmieniło się trochę. Już nie było tak wesoło jak kiedyś, wszystko straciło sens. Ta mała osóbka w oczach Sevenfoldów i ich kobiet była wielką tajemnicą, ufali jej bezgranicznie. Kochali ją jak siostrę. Wiatr lekko muskał ich wytatuowane ciała, słońce grzało ich nagie twarze. Zmierzali teraz do monopolowego po zimne piwko, które uspokoi nerwy i smutki. Zatopią się w gorzkim napoju, odrzucając wszystko co zepsuję ich nieszczęsną przyszłość. Przysiedli ze swoimi piwkami na ławce w parku obrośniętym żywopłotem. Spoglądali w głąb, dzieci bawią się z rodzicami, psy latają dookoła. Uśmiechali, śmiali się. Oboje lubili patrzeć na wesołych ludzi, takie ciepło napływało wtedy do ich serc. Zauważyli nadchodzącą Melanie i Johnny'ego. Oboje pomachali im serdecznie i podeszli się przywitać.
-Cześć chłopaki. -powiedziała Mel, całując chłopaków w policzki.
-Cześć.- podali sobie dłonie faceci.
Zawróciła ich życiem, zmieniła wszystko. Od kiedy Cass pojawiła się w ich życiu wszystko nabrało sensu, przyjaźń, miłość, szczęście. Nigdy nie czuli się tak dobrze, gdy odizolowała się zmieniło się trochę. Już nie było tak wesoło jak kiedyś, wszystko straciło sens. Ta mała osóbka w oczach Sevenfoldów i ich kobiet była wielką tajemnicą, ufali jej bezgranicznie. Kochali ją jak siostrę. Wiatr lekko muskał ich wytatuowane ciała, słońce grzało ich nagie twarze. Zmierzali teraz do monopolowego po zimne piwko, które uspokoi nerwy i smutki. Zatopią się w gorzkim napoju, odrzucając wszystko co zepsuję ich nieszczęsną przyszłość. Przysiedli ze swoimi piwkami na ławce w parku obrośniętym żywopłotem. Spoglądali w głąb, dzieci bawią się z rodzicami, psy latają dookoła. Uśmiechali, śmiali się. Oboje lubili patrzeć na wesołych ludzi, takie ciepło napływało wtedy do ich serc. Zauważyli nadchodzącą Melanie i Johnny'ego. Oboje pomachali im serdecznie i podeszli się przywitać.
-Cześć chłopaki. -powiedziała Mel, całując chłopaków w policzki.
-Cześć.- podali sobie dłonie faceci.
-Coś nie wyraźnie wyglądacie. Coś się stało?. -zapytała z troską długonoga blondynka.
Ubrana była w niebieskie szorty, białą koszulkę z narysowanym koniem. Buty miała na platformach, lecz i tak była niższa od swojego męża. Jej blond włosy były nieskazitelne, proste. Rysował na jej ustach, wielki serdeczny uśmiech. Wypiękniała.
-Spotkałem dziś Cassie. -odparł Haner.
-Co u mojej siostrzyczki słychać Brian?. -wpatrywała się z wielką troską w oczach.
-Nie wiem. -wbił wzrok w ziemię.
-Valary wymyśliła, żeby zrobić imprezę na której głównym gościem będzie nasza mała Cassie. -powiedział Vengeance upijając kolejny solidny łyk napoju.
Ubrana była w niebieskie szorty, białą koszulkę z narysowanym koniem. Buty miała na platformach, lecz i tak była niższa od swojego męża. Jej blond włosy były nieskazitelne, proste. Rysował na jej ustach, wielki serdeczny uśmiech. Wypiękniała.
-Spotkałem dziś Cassie. -odparł Haner.
-Co u mojej siostrzyczki słychać Brian?. -wpatrywała się z wielką troską w oczach.
-Nie wiem. -wbił wzrok w ziemię.
-Valary wymyśliła, żeby zrobić imprezę na której głównym gościem będzie nasza mała Cassie. -powiedział Vengeance upijając kolejny solidny łyk napoju.
-Tylko jest jeden drobny szczegół moim drodzy.
-Cassie?. -stwierdził Christ, przyciągając do siebie swoją wybrankę, która teraz westchnęła.
-Ahh, ta moja Cassie. Trzeba ją wyciągnąć z tego domu, musi troszkę zaszaleć.
-Dokładnie zawsze ona i Jimmy rwali się do rozpętania imprezy z niczego. -przyznał Johnny.
-Dokładnie zawsze ona i Jimmy rwali się do rozpętania imprezy z niczego. -przyznał Johnny.
-A co z Rev'em?. -zapytał Zacky
-Teraz buja się z jakimś pustakiem. -westchnęła Mel. -Widziałam ich, Jimmy kompletnie się zmienił.
-Dziś mija kolejny miesiąc od tej męczącej trasy Europejskiej. Od dwóch miesięcy nie byliśmy się napić całą paczką. Tu ktoś nie mógł bo wakacje, a tu ktoś tamto, a tu ,że nie mógł. Przepadło nam tyle czasu. -odparł Haner wpatrując się w całą gromadkę.
-Jak za dawnych czasów! Ta impreza musi wypalić! -ryknął Zacky.
-Dużo alkoholu, dobre domowe jedzenie, porządna muzyka. -powiedziała Mel.
-Dokładnie, słoneczko.- ucałował Mel w purpurowe usta.
-Dziś mija kolejny miesiąc od tej męczącej trasy Europejskiej. Od dwóch miesięcy nie byliśmy się napić całą paczką. Tu ktoś nie mógł bo wakacje, a tu ktoś tamto, a tu ,że nie mógł. Przepadło nam tyle czasu. -odparł Haner wpatrując się w całą gromadkę.
-Jak za dawnych czasów! Ta impreza musi wypalić! -ryknął Zacky.
-Dużo alkoholu, dobre domowe jedzenie, porządna muzyka. -powiedziała Mel.
-Dokładnie, słoneczko.- ucałował Mel w purpurowe usta.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Podobało się?
Może mniej drastyczny a w dodatku troszkę dłuższy ;)
Podobało się?
Może mniej drastyczny a w dodatku troszkę dłuższy ;)
Czytam Twoje opowiadanie od początku i powiem ci szczerze, że podoba mi się całość i ogół. Fajni bohaterowie, dobrze przedstawieni sevenfoldzi. Noo i fajnie wątki. Ten przeskok tylko dla mnie trochę niezrozumiały. To znaczy, kurcze, nie mogę zrozumieć co się wtedy stało, że Jimmy i Cess przestali się spotykać? Po prostu znalazł inną pannę? Dupek. I kurde, wszyscy widzą jak ona cierpli i nikt nie stara się z nią pogadać.
OdpowiedzUsuńcudna ta miłość Val i Shadsa, mmm..marzenie :) Pomysł z imprezą niby dobry,ale przecież Cassie jak się dowie, że będzie na niej Rev i jego pustak to w życiu nie przyjdzie. Noo nic, zobaczymy co będzie dalej, czekam na kolejny odcinek.
Aaaa i nie poddawaj się, pisz dalej, fajnie ci to wychodzi, naprawdę !
No teraz to już wgl widać, jak dużo się pozmieniało. Chłopaki się od siebie oddalili, beznadziejna sprawa. Dobrze że próbują teraz coś zrobić, oby im się udało. Mam nadzieję, że któryś trafi Jima w tą jego genialną łepetynę, wybije mu z niej plastika i Rev nawróci się na Cassie. Czekam na kolejny odcinek.
OdpowiedzUsuńMiłość Matta i Val taka słodka, aż cukier się sypie <3 Fajno, że chociaż oni są szczęśliwi. Ale widać, że chłopaki martwią się o Cassie. Val nawet nieźle kombinuje z tą imprezą. Gates też się o nią martwi. Kurcze wszyscy się martwią. Co się stało, że oni wszyscy się tak oddalili?? Czekam na nexta, który może coś więcej rozjaśni. Nie poddawaj się i pisz dalej, bo ja na pewno będę czytać. Trzymam kciuki, bo fajnie Ci idzie.
OdpowiedzUsuń