piątek, 23 listopada 2012

07. Why?

Odcinek w stylu zapchaj dziurę.

 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czułam się cholernie nieswojo na wysokich obcasach. Stąpałam powoli, jak na razie po moim domu a co zacznie się, jak wyjdę? Już to widzę. Spektakularny upadek na betonowy bruk, cała twarz zdarta i ociekająca jeszcze świeżą czerwoną krwią. Super, po prostu zajebiście!. Spojrzałam na Melanie, wyglądała pięknie, jest bardzo kobieca. Zawsze wolałam zostać w cieniu Mel, było wtedy idealnie. Żadnych zmartwień, oprócz jednego -faceci, którzy byli przy mojej przyjaciółce. Jednym już dokopałam dwa lata temu. Wolę tego nie powtarzać, teraz ma Johnny'ego i jestem szczęśliwa, że to On jest przy Niej, a nie jakiś obcy facio. Przynajmniej mam pewność, że jest w dobrych łapkach. Kolejnym pozytywem bycia w cieniu było nie zwracanie na siebie uwagi. Nikt cię nie zaczepia, bo cię nie zna.  Prosta matematyka. Mogłam zostać w moim świecie dopóki nie wychylę się z cienia długonogiej blond piękności. Te słońce mnie parzyło... Zdzierało perfidnie skórę, która okrywała moją prawdziwą osobę, tego najbardziej się bałam. Ukazanie siebie i wykorzystanie moich uczuć, niszcząc je, grając w gierki sercowe. Nigdy więcej... Przyglądałam się teraz moim butą, pewnie kosztowały fortunę, ale po skończonej imprezie oddam je, wraz z sukienką. Ta ubrania są za drogie, pewnie wyrzuciła pieniądze w błoto, żeby tylko uprzykrzyć moje nic nie warte życie, marnuję powietrze... Czułam na sobie czyjeś spojrzenia.
-No to chodźmy. -powiedział Zacky otwierając drzwi.
-Czas zacząć imprezkę!. -ryknęła cała czwórka.
Zapatrzyłam się na zachodzące już słońce, powoli zapadał zmrok, taki piękny. Lekki powiew zimnego wiatru, który wdarł się do domu przez drzwi, musnął moje blade policzki.
-Cassie chodź. Nie będziesz całą noc stać w progu drzwi!, ludzie Ciebie nie zjedzą, obiecuję. -odparł Haner lekko popychając mnie w stronę świeżego powietrza. Każąc moim nogą na zrobienie małego kroczku w przód, w nieznane...
Wyszedł zgrabnie mnie omijając i dołączył do całej zgrai uśmiechniętych, pełnych energii osobników szykujących się do imprezy. Ruszyłam po schodach jako ostatnia, wszyscy jak na przekór oparli się o samochód i wiercili we mnie swe oczka. Patrzyli na mnie, jakby pierwszy raz widzieli jakiegoś wielkiego żelka! Oni są okropni jak oni mogą? Krok za krokiem, jednak nie upadłam i nie będzie tych pięknych nagłówków na pierwszych stronicach gazet; "Cassie Mason, wyszła z mieszkania, zabiła się chodząc na szpilkach! Haha! Komedia!", "Szpilki to zło, 666! Ingerował w to szatan",pewnie by tak napisała katolicka gazeta, "Czy kobiety nie wiedzą kiedy powiedzieć STOP? C.Masson jest tego ofiarą!". Zawiał wiatr mimowolnie odsuwając moje bezwładne włosy w bok. Rozejrzałam się dookoła, cisza i spokój. Jednak ta ulica jest piękna, na swój sposób. Uśmiechnęłam się w duchu. Podeszłam do przyjaciół, którzy zamilkli. Spojrzałam na wszystkich badawczo, każda osóbka miała "iskierki" w swoich kolorowych oczach. Otworzyłam drzwi, jakby nigdy nic i usiadłam po lewej stronie, za kierowcą nic nie mówiąc. Wszyscy, gdy rozsiedli się na fotelach zaczęli dyskutować co będą pić. 
-Będę dziś pić do upadłego!. -powiedziała Mel
-Przecież ty po 0,7 nie umiesz chodzić. -zaśmiałam się
-HaHaHa! Ale śmieszne, to nie moja wina, że mam słabą głowę.
-Oj, nic nie szkodzi, ważne, że przynajmniej ją masz. -uśmiechnęłam się i spoglądałam na omijające nas drzewa, chodnik i ludzi. Myślałam teraz o wszystkim i o niczym. Pustka panująca w mojej głowie wybrzmiewała tylko jedną melodie...
-Pójdę się jeszcze ogarnąć i zaraz wracam. -powiedział Gates otwierając drzwi i pobiegł do mieszkania przebrać się. 
O już jesteśmy tak daleko. Łał szybko zleciała mi ta podróż, spojrzałam na Melanie, jej blond loki leciuteńko upadały i wspinały się ku górze pod wpływem miarowego oddechu. Samochód stał przed dużym domem z ogromnym ogrodem, cudownie. Ostatnie padające dzisiejszego dnia promienie słońca rozświetlały tajemniczą scenerię. Kwiaty chyliły się ku ziemi kłaniając się widowni zapowiadając przepiękny spektakl. Krzaki szeleściły, grały melodie do której każdy musiał się przyporządkować. Obserwowałam Briana, który stąpał z taką gracją jak Valary. O czym ja myślę? Synyster chodzi z "gracją"? jak Valary? What the fuck? Cassie weź się w garść! Z moich, jakże ciekawych i tajemniczych zarazem rozmyśleń wytrącił znajome głosiki.
-My też idziemy bo mamy u Gates'a ubrania. -powiedzieli razem Zacky i Johnny wychodząc.
-Pewnie zajmie im to miesiąc lub dwa jak dobrze pójdzie. -mruknęłam i zamknęły się drzwi samochodu.
Zapadła cisza. Wybuchłyśmy śmiechem, którego nie mogłyśmy opanować.
-Skąd Christ ma tam swoje rzeczy?. -zaśmiała się Mel
-Jedynym wytłumaczeniem jest.... -trzymałam ją w niepewności i słodkiej tajemnicy.
-Co??? No powiedz!!! -szturchnęła mnie palcem. Wypowiedziała te słowa wpatrując się we mnie tymi wielkimi niebieskimi jak morze oczami.
Usiadłam na fotelu prostując mój kręgosłup kładąc ręce na kolanach, odkaszlałam i spojrzałam na przyjaciółkę. Zauważyłam w niej ten błysk w oku, ta chęć poznania tajemnicy. Uwielbiałam trzymać ją w tej niepewności.
-Orgia. -odparłam z wielką powagą.
Patrzała na mnie jak na pacjenta z psychiatryka. Przekrzywiła głowę w bok, jej loki upadły w otchłań tlenu trzymając się jedynie skóry głowy. Przystawiła palec do swoich ponętnych ust i przewróciła tęczówkami.
-Pewnie masz rację. -rykła śmiechem.
-Wiesz Haner jest taki umięśniony. -porusza wymownie brewkami.
-Zacky ma troszkę ciałka, ale nie jest gruby!. -powiedziała.
-Na to wychodzi, że jesteś z biseksualistą. -odparłam odpinając pas i kładąc swoje blade ciało na tylnich siedziskach. Było tam tak wygodnie, materiał muskał mój policzek i nagie nogi.
-Nie za wygodnie Ci Cassie?
-Brakuję jeszcze schłodzonego w szklanej butelce heineken'a i żelków. Może spełnisz mą zachciankę Melanie?. -zapytałam wpatrując się w swoje dłonie.
-Oczywiście, już lecę!. -powiedziała rozsiadając się na fotelu. 
Po dłuższej chwili usiadłam i spojrzałam w stronę pięknego budynku należącego do Brian'a. Nie uwierzyłam w to co zobaczyłam w tej chwili.  Przetarłam swoje oczy, ale to nie był sen!, po dziesięciu minutach byli gotowi.
-Patrz Melanie, już się przebrali.
-Nie rób sobie ze mnie żartów. -spojrzała na mnie jak na idiotkę.
-Nie wierzysz to popatrz. -wspazałąm palcem troję mężczyzn podchodzących do auta.
-Nawet Gates! W dziesięć minut!. -dławiła się
-Muszę to zapisać!. -powiedziałam wyciągając telefon i stukając w klawisze napisałam notkę "Słynny Synyster Fucking Gates, w DZIESIĘĆ minut, tak Cassie w 10 minut. Przebrał się, umalował, UŁOŻYŁ włosy!!!. To jest rekord MadaFaka! BumCykCyk!! ;D
-Co ja piszę?... -wymruczałam
-No no no! Wyglądasz ślicznie Johnny. -powiedziała Mel całując jednocześnie męża.
-Dziękuję, teraz dopiero do ciebie pasuję, śliczna. -musnął jej wargi swoimi. Wskazał na sukienkę. -Nie wierze, że jesteś moją żoną Melanie. -wyszeptał jej do ucha. 
-Ja tak samo Christ. -wymruczała
Brian usiadł koło mnie, obok Zacky i tym razem Christ prowadził samochód. Ruszył na ulicę.
-Tylko nas nie zabij gnomie. -powiedział Baker
-Dosięgasz do pedałów? -zapytałam
Wszyscy wybuchnęli śmiechem i Melanie spojrzała na mnie, jakby chciała mnie zabić. Podniosłam ręce do góry w geście obrony i pokazałam język przekrzywiając głowę w bok. Brian i Zacky widząc to wpadli w jeszcze większą furię. 


Nie mógł znaleźć sobie miejsca tego dnia, szybki numerek nie jest taki zły. Zapadający już zmrok, który okryje jego sylwetkę w pięknej czerni, noc. Taka cicha, piękna i straszna zarazem. Mogła pochłonąć jego chore ambicję i zniszczyć od środka z taką nie wyobrażalną łatwością. Rozglądał się teraz po pokoju w samych bokserkach. Drewno umalowane na czarno, odziane jedynie czerwoną pościelą. Szare poduszki osadzone w wielkim nie ładzie, jedna leżała pod łóżkiem, kolejna zaś koło drzwi wejściowych do pięknie umalowanej na beżowo sypialni. Spojrzał na kobietę leżącą w jego łóżku, była naga. Jej miarowy oddech unosił jej silikonowe kształty, usta lekko rozchylone, ciało opalone, aż do pomarańczu. Zawiesił oko na tym obrazku, poczuł wszechobecne obrzydzenie widząc to. Dlaczego zniżył się do tego poziomu? Po jaką cholerę? Wyszedł z pokoju i poszedł do łazienki. Opłukał twarz lodowatą wodą, aby pobudzić swoje ciało do jakikolwiek działań. Widział w odbiciu lustra swoją twarz. Nie taką wesołą jak zawsze, wręcz odwrotnie, smutną. Wydawała się, jakby to nie była Jego twarz, żadnych oznak najmniejszego uśmiechu nie wspominając już śmiechu, stało się to dla niego zupełnie obce. Dotknął swoich policzków, zupełnie zimnych. 
-Co ta kobieta ze mną zrobiła?. -zapytał na głos samego siebie.


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

1 komentarz:

  1. Dobre to jak Cassie gada do siebie o tych szpilkach. To nie możliwe, że amazing Gates wyszykował się w 10 min!! Trzeba to uwiecznić dla potomności!!! Naprawdę!!! Czekam na tą imprezę i na to, co się wydarzy.

    OdpowiedzUsuń